Kolorowa przygoda: rozdział XII

Rozdział XII

„I żyli długo i szczęśliwie”

Aleksa obudziła się, słysząc jakąś rozmowę.

- Lepiej jej będzie w pomarańczowej sukience za kostkę! – wołała Stella.

- Nie, bo w błękitnej sukni do kolan! – krzyczała Miranda.

Do rozmowy włączyła się Bella:

- Co powiecie na purpurowy aksamit?

Aleksa wstała:

- Gdzie jaj jestem? – spytała.

- W Mieście Wiecznej Wiosny – odparła Bella- Jestem tu księżniczką.

- Ale… a co z Gwidonem i wojowniczkami?

- Wojowniczki też tu są, a Gwidon został wygnany. Mamy dla niego szczególną karę. Wysłałyśmy go do drugiego świata.

Do pokoju weszła Jennifer.

- Chodź Alekso – powiedziała – Wszyscy na ciebie czekają.

Dziewczynka ubrana w fioletową sukienkę posłusznie udała się za Jennifer. Ta zaprowadziła ją na wielką scenę.

- Moi drodzy – zawołała – To jest Aleksa, moja siostrzenica. Uratowała nas.

Pod sceną stali wszyscy poddani Jennifer, nimfy w tym Matylda i Honorata, wojowniczki z Laurencją i Penelopą na czele oraz Feliks.

- Czy chcesz jakiejś szczególnej nagrody za to co zrobiłaś? – spytała Jennifer.

- Nie – odparła Aleksa – Chce poprostu wrócić do domu.

- Twoje życzenie jest dla nas rozkazem – zgodziła się ciocia Aleksy – Gdy wrócimy do mojego pałacu wypiszemy ci drogę z powrotem. A i jeszcze jedno… w Wiczystej Księdze znów pojawiły się ważne informacje typu historia naszej krainy, ale kilka stron pozostało pustych. To miejsce na twoją historię, Alekso. Na historię każdego z nas. Pamiętaj, że zawsze będziesz tu mile widziana.

Aleksa uśmiechnęła się. Od teraz wiedziała, że ma dwa domy. Jeden w drugim świecie, a drugi tutaj, w Krainie Kolorów.

 

 

KONIEC

Kolorowa przygoda: rozdział XI

Rozdział XI

„Nadzieja”

Aleksa wiedziała, że musi iść dalej, ale nie umiała. Strach jej na to nie pozwalał. Usiadła w mroku jaskini i oparła się o ścianę. Pomyślała o swoich rodzicach tam w Nowym Wilanowie. Przecież to niedorzeczne, żeby nie zauważyli jej zniknięcia. „Dlaczego się w to wpakowałam?” – pomyślała w rozpaczy.

Teraz nie było przy niej nawet Feliksa, którego bardzo polubiła ani Penelopy, której jeszcze dobrze nie poznała.

Ale musiała być silna. Dla ciotki, tego świata i dla siebie samej. Wstała i ruszyła coraz głębiej do jaskini. Wreszcie, gdy już się obawiała, że zabłądziła dotarła do komnaty, którą oświetlał blask księżyca. Na kamieniu w złotej szkatułce leżało Pióro Słów. Koło niego siedziała blada dziewczynka.

- Odejdź stąd! – powiedziała cichutkim głosikiem.

- Kim jesteś? – spytała Aleksa.

- Nazywam się Nadzieja. Może ty znasz mnie pod innym imieniem. Dla jednych na przykład pisarzy i artystów jestem Weną, dla wojowników Zwycięstwem. A TERAZ IDŹ STĄD! – krzyknęła.

- Ale… ja muszę wziąć Pióro Słów, żeby uratować Krainę Kolorów i wrócić do domu.

Dziewczynka zaciekawiła się.

- Do domu?

- Tak, do drugiego świata! – wyjaśniła Aleksa.

- Opowiedz mi o sobie.

Nie widząc innego wyjścia Aleksa wysnuła opowieść.

- Zgoda- powiedziała Nadzieja – Przejdziesz próbę. Jeśli ją przeżyjesz pióro stanie się twoje i uwolnisz mnie stąd. Wreszcie wyjdę na świat i zacznę dawać nadzieję ludziom. Tak – dodała, widząc, że Aleksa otwiera usta, aby jej przerwać – Nie mogę opuścić tego miejsca póki pióro tu jest.

- Mhm… – mruknęła Aleksa – Ale co to znaczy „jeśli przeżyjesz”?

- Zobaczysz- odparła Nadzieja.

W rogu jaskini migotało małe jeziorko. Aleksa pochyliła się nad nim. Ujrzała tam swój dom w drugim świecie i stojących przed nim rodziców, uśmiechających się. Aleksa skoczyła za nimi, nie wiedząc co robi. Pod wodą panowała ciemność. Nagle coś złapało dziewczynkę za nogę. Glony zaczęły ją wciągać coraz głębiej. Aleksa musiała zaczerpnąć powietrza. Wyciągnęła z kieszeni nóż myśliwski od Glorii i odcięła glon. Ostatkiem sił wypłynęła na powierzchnię. Nadzieja przypatrywała się jej.

- Myślałam, że utonęłaś – powiedziała.

Nagle Pióro Słów zapłonęło blaskiem i przyfrunęło prosto do rąk Aleksy. Dziewczynka pochwyciła je. Wtedy Nadzieja zaczęła się zmieniać. Z małej dziewczynki stała się dorosłą, czarnowłosą kobietą.

- Taka jest moja prawdziwa postać. Pójdę teraz dawać ludziom nadzieję. Uwoniłaś mnie. Myślę, że jeszcze się zobaczymy.

Nadzieja wybiegła z jaskini. Aleksa zrobiła to samo. Przed jaskinią na grzbiecie Cukiereczka, a konkretnie Aldony siedziała Jennifer. Trzymała Wieczystą Księgę. Wokół wszystko znikało.

- Wypisz nam bezpieczeństwo – zawołała królowa.

- Ale ja nie mam atramentu – jęknęła Aleksa, ale szybko wpadł jej do głowy pomysł.

Wyjęła z kieszeni Owoc Istnienia. Przebiła go Piórem Słów i napisała w Wieczystej Księdze jedno zdanie:

Kraina Kolorów znów jest bezpieczna.

Wtedy zewsząd spłynęły kolory. Wszystko stało się piękne i cudowne. Ale Aleksa już tego niepamiętała. Jennifer podała jej okrągłe ciasteczko.

- Zjedz – powiedziała – Przyniesie ci sen i ukojenie.

Dziewczynka posłuchała. Sen zmorzył ją natychmiast.

Kolorowa przygoda: rozdział X

Rozdział X

„W mroku jaskiń”

Gwidon Czarny uśmiechnął się szyderczo.

- Nie spodziewałem się, że zajdziecie tak daleko – wyznał – Co ja widzę? Laurencję tchórz obleciał?! Cudownie! Pokaż co potrafisz!

Penelopa Curry uśmiechnęła się. Właśnie tym różniła się od Laurencj: opanowaniem i spokojem.

- Ja? – spytała niewinnie, mrugając oczami – Czy jesteś tego pewien?

- Oczywiście!

Wojowniczka naciągnęła strzałę i oddała strzał. Strzała poleciała, gdzieś daleko. Feliks popatrzył na Aleksę z przerażeniem. Tymczasem Gwidon wybuchnął śmiechem. Kiedy się śmiał Penelopa naciągnęła kilka strzał i wycelowała w roboty stojące obok ich pana. Trafiła wszystkie. Gwidon wytrzeszczył oczy.

- Niespodzianka! – powiedziała.

Nagle od tyłu zaatakował ją jeden z pięciometrowych trolli. Wojowniczka upadła.

- Brać ją! – ryknął Gwidon.

Aleksa już wiedziała co musi zrobić. Zagwizdała, używając prezentu od Glorii. Prze polanę przebiegł wilk. Rzucił się na trolla. Kiedy sługa Gwidona został pokonany, wilk skłonił się Aleksie i odbiegł. Penelopa zaatakowała z nowym przypływem energii. Nagle drzewa otaczające polanę zaczęły znikać.

- Pospieszcie się! – krzyknęła wojowniczka – Mamy coraz mniej czasu.

Feliks i Aleksa pobiegli szlakiem na sam szczyt.

- To ta jaskinia! – krzyknął chłopak.

Nagle zaatakował ich Gwidon Czarny.

- Ja będę władać tą krainą!!! ONA JEST MOJA!

- Biegnij Aleksa – zawołał Feliks – Ja się nim zajmę!

- Nie tak prędko! – powiedział ktoś. Na grzbiecie Kraska, konkretnie Juliusza siedziały Miranda, Stella, Bella i Laurencja.

- Tęskniliście? – zapytała ta ostatnia Feliksa – Moje wojowniczki rozprawiły się z armią Gwidona, a teraz idą przeciwko robotom. My zaś zajmiemy się tobą!- krzyknęła do Gwidona.

Trzy księżniczki, animal, przywódczyni wojowniczek i Feliks rozpoczęli walkę z Gwidonem, a Aleksa zagłębiła się w mroku jaskini.

Kolorowa przygoda: rozdział IX

Rozdział IX

„ Gloria i Bestia”

Aleksa ułożyła się do snu w jednym z namiotów. Myślała, że od razu zaśnie: taka była zmęczona. Mimo to sen nie przychodził. Wyszła na dwór i usiadła na ziemi. Na niebie świecił zarówno księżyc, jak i słońce.

Dziewczynka zaczerpnęła świeżego powietrza i postanowiła iść na przechadzkę po lesie, otaczającym Obóz Wojowniczek.

Szła polną ścieżką, nieświadomie zagłębiając się coraz dalej. W końcu stanęła na polanie. Coś zaszeleściło w krzakach. Wyskoczył z nich stwór podobny do wilka, ale grubszy i większy. Oczy świeciły mu czerwonym blaskiem. Warczał. Aleksa zaczęła się cofać. Naraz potknęła się o wystający korzeń. Dziewczynka wylądowała na ziemi. Czuła przy twarzy oddech bestii. Bestia się poruszyła. Popatrzyła Aleksie prosto w oczy i ruszył do przodu, co kawałek oglądając się za nią.

„Dziwne! Jakby chciał bym za nim poszła” – zastanowiła się Aleksa.

Bestia warknęła. Dziewczynka ruszyła za nią. Weszli na polanę. Stała na niej czarnowłosa piękność. Kobieta ubrana była w błękitną sukienkę. Była bardzo blada. Unosiła się w powietrzu, trzepocząc swymi przezroczystymi skrzydłami.

- Witaj! – powiedziała – Od dawna pragnęłam cię ujrzeć! Wiedziałam, że w końcu przybędziesz.

- Kim jesteś? – spytała Aleksa.

- Elfką. Pierwszą elfką. Nazywam się Gloria. Chciałam cię zobaczyć. Ja i mój towarzysz – wskazała na wilka – To wilk pomieszany z psem. Na imię mu Bestia. Inne wilki wyrzuciły go ze stada i jest skazany na tułaczkę ze mną.

Wilk zamruczał.

- Och no tak!- elfka roześmiała się – Przypomina mi, że czas nagli.

- Rozumiesz, co on mówi? – spytała Aleksa.

- Oczywiście! Ale co do celu tego spotkania: jestem tu, by cię ostrzec. Wiem o celu twojej misji, wiem o twoich towarzyszach, wiem o wszystkim. Pragnę, by twoja misja zakończyła się sukcesem, dlatego chcę cię ostrzec. Powiedz wojowniczkom, że z południa zmierza na nie armia robotów. Muszą być gotowe, a ty, gdy nastanie  bitwa musisz być już daleko. Stoisz Gwidonowi na drodze do tronu. Rozumiesz, twoją ciotką jest Jennifer, więc najpierw rodzina, potem doradca. On zrobi wszystko, by ci przeszkodzić w odnalezieniu Pióra Słów.

- Dzięki. To ja już pójdę. – rzekła Aleksa.

Wilk zawarczał ostrzegawczo.

- Nigdzie nie pójdziesz!  – powiedziała Gloria – Ktoś tu jest!

- Och, ale… kto?

Wtedy zza drzewa wyskoczyła dziewczyna uczesana w dwa warkocze i ubrana w top i spodnie. Na plecach miała łuk i kołczan pełen strzał.

- Jestem Penelopa Curry – powiedziała – Wojowniczka. Akurat miałam wartę, gdy zobaczyłam, że gdzieś idziesz – zwróciła się do Aleksy – A, że Laurencja kazała mi cię pilnować to poszłam za tobą. A ty… – wycelowała oskarżycielsko palec w Glorię – Nie wiem, co ty sobie wyobrażasz – oznajmiła melodyjnym głosem – Gdyby Laurencja dowiedziała się, że zamieszkujesz nasz Zielony Las miałabyś przechlapane. A ona już coś podejrzewa. Nasza pani już próbowała upolować tego zwierza.

Wilk zawarczał.

- Uważaj – ostrzegła ją Gloria – Uważaj na słowa.

- Chodź Alekso. Niebawem świt i będziemy musiały ruszać.

- My? – zdziwiła się dziewczynka.

- Tak, my. Laurencja chce by któraś z wojowniczek towarzyszyła wam w wypełnianiu misji. Padło na mnie.

Aleksa nie wiedziała, czy się cieszyć, czy przeciwnie. Wojowniczki, no cóż… Potraktowały ją miło, ale miały niepokojący zwyczaj zdobywania siłą, tego czego chciały.

Penelopa pobiegła polną ścieżką ku obozowi. Aleksa chciała iść za nią, ale Gloria ją zatrzymała. Podarowała dziewczynce mały, drewniany gwizdek i coś w stylu noża myśliwskiego.

- Jeśli potrzebowałabyś pomocy Bestii, zagwiżdż. Powodzenia!

Kiedy Aleksa wróciła do obozu podzieliła się najświeższymi wiadomościami z wojowniczkami. Potem musieli ruszać w drogę. Penelopa jechała razem z Aleksą na koniu, a Feliks osobno.

Dojechali wreszcie pod wielkie pasmo gór.

- To są właśnie Góry Północne! – oznajmił Feliks.

- Puścimy konie wolno – oświadczyła wojowniczka – A teraz czas rozpocząć wspinaczkę.

- Nie sądzę! – stwierdził zimno czyjś głos.

Kolorowa przygoda: rozdział VIII

Rozdział VIII

„ Juliusz i Aldona ratują sytuację”

Na polanie stało mnóstwo ludzi: na przodzie mężczyzna w czarnej pelerynie, z tyłu ludzie ubrani w ciemne płaszcze, hełmy na głowach i gogle narciarskie. W rękach mieli broń. Z tyłu stały pokraczne stwory o skórze w kolorze zgniłej pomarańczy i haczykowatych nosach.

- Witajcie! – powiedział ten w pelerynie – Jestem Gwidon Czarny.

- Zdrajca! – warknęła Laurencja, po czym powaliła na ziemię dwóch ludzi w płaszczach. Kiedy upadli z tyłu płaszcza wysunęła się klapka z kablami.

- To roboty! – zdziwił się Feliks.

- No tak: Laurencja – przywódczyni wojowniczek, Feliks – doradca Belli i kto? – spytał Gwidon.

- Aleksa – powiedziała dziewczynka – A pan to doradca mojej ciotki?

- Jennifer?

Oczy Gwidona rozszerzyły się.

- Jennifer? – powtórzył – Ona jest twoją ciotką?

Naraz wybuchnął śmiechem.

- Ej ty – skinął ręką na jednego z robotów – Bierz ich!

Laurencja odpowiedziała atakiem na atak. Feliks podniósł kamyk z ziemi i rzucił nim w robota. Trafił. Rozległ się metaliczny odgłos i robot upadł na ziemię. Gwidon zamachnął się na Aleksę. Dziewczynka uskoczyła.

- Nikt nie będzie mi stać na drodze do tronu. Kiedy wy i wasza królowa znikniecie ja zostanę władcą. Zbuduje tu imperium! – ryknął.

- Ty też znikniesz!

- Nie! Ja i moi poddani schronimy się w miejscu, do którego nie dotrze nicość. A teraz… – Gwidon nie skończył, bo nad nimi pojawił się ogromny cień, a konkretnie dwa cienie.

W powietrzu unosił się gigantyczny motyl i wielki gołąbek. Porwały Aleksę, Feliksa i Laurencję w powietrze. Wylądowali obok jakiegoś pola z namiotami. Nagle motyl przemienił się w mężczyznę z kolorowymi skrzydłami, a gołąb w szczupłą blondynkę z dziobem zamiast ust.

- Zaraz… – zaczęła Aleksa.

- Cześć, Alekso! – powiedział motyl – Jestem motylem, którego nazwałaś Krasek. Tu jestem znany jako Juliusz. A to jest Aldona, gołąbek, któremu nadałaś imię Cukiereczek, konkretnie gołębica. Jesteśmy animalami, umiemy się zmieniać w określone zwierzę.

- Dziękujemy wam! – powiedziała Laurencja – Teraz damy sobie radę!

Motyl i gołębica odfrunęli.

- Chodźcie!  – zawołała Laurencja – To jest właśnie Obóz Wojowniczek.

W obozie przebywało około trzydzieści kobiet podobnie ubranych i uczesanych do Laurencji. Różniły się tylko wiekiem: od piętnastu do dwudziestu kilku lat.

- Dziś tu zanocujecie! – oznajmiła wojowniczka – Jutro ruszycie w podróż. Wyślę z wami jedną z moich wojowniczek. Odpocznijcie!

 

Kolorowa przygoda: rozdział VII

Rozdział VII

„Trzy siostry”

- My tylko tędy przechodzimy – warknęła Laurencja – Chyba możemy.

Trzy kobiety uśmiechały się szyderczo.

- Wiemy kim jesteś wojowniczko. Wiemy do czego dążysz. Zapamiętaj, że to co na pozór wydaje nam się złe, może być ukrytym dobrem.

- Odsuńcie się – warknęła Laurencja – Bo zrobię wam krzywdę.

Feliks poruszył się.

- Ej, czy to rozsądne? To są…

- Posłuchaj chłopaka – powiedziała najwyższa z nich – Ja jestem Narcyza, a to Nasturcja i Hiacynta.  Jesteśmy strażniczkami Śniącego Gaju. Nikt o nieczystych intencjach tu nie wejdzie. To jest miejsce, które jest źródłem spokoju. Agresywna wojowniczka stanowi obrazę tego miejsca.

Laurencja wyciągnęła łuk i naciągnęła strzałę.

- Jeśli się nie przesuniecie, to strzelę – zagroziła.

- Jesteś zaślepiona – oznajmiła spokojnie Narcyza.

Wojowniczka oddała strzał. Wszystkie trzy strażniczki machnęły rękami i strzała rozmyła się w powietrzu. I wtedy Aleksie coś się przypomniało.

- Spokojnie! – powiedziała i wyciągnęła z kieszeni perłową bransoletkę od Matyldy.

- Co to? – zapytał Feliks.

- Dostałam to od Matyldy – wyjaśniła, patrząc na Narcyzę – Powiedziała, żeby wam to dać.

Strażniczka patrzyła na nią uważnie.

- Czy ty wiesz, co to jest?

- Nie – odparła Aleksa zgodnie z prawdą.

- To Bransoletka Czystości. Gdyby dotknął ją ktoś o złym sercu spłonąłby natychmiast.

„No to super. Cudownie” – pomyślała dziewczynka.

- W takim bądź razie idźcie – pozwoliła Narcyza – I… uratujcie naszą krainę!

 

Feliks, Laurencja i Aleksa weszli do Śniącego Gaju. Narcyza krzyknęła za nimi.

- Nie zrywajcie żadnego owocu z drzew! One są tam po to, by was skusić, zwabić w pułapkę!

Ich oczom ukazało się mnóstwo drzew w rozmaitych kolorach: różowych, liliowych.

- Dlaczego te drzewa mają takie dziwne kolory? – spytała Laurencja.

- Nieważne!

Na drzewach wisiały owoce o różnych kolorach i kształtach. Wtedy Aleksa poczuła cudowny zapach. Dochodził on z najbliższego drzewa. Dziewczynka sięgnęła po jego owoc. Feliks złapał ją za rękę, widząc co zamierza.

- Nie radzę! – powiedział – To Owoc Istnienia. Może być wszystkim, dzięki miąższowi w środku. Ma on wielką moc. Może być na przykład atramentem.

Dziewczynka wycofała się, lecz, gdy nikt nie patrzył schowała owoc do kieszeni. Właśnie w tym momencie Śniący Gaj się skończył. Wyszli na wielką polanę. Wtedy dobiegł ich czyjś głos:

- Nie ruszać się!

 

 

Kolorowa przygoda: rozdział VI

Rozdział VI

„Dwie pulchne nimfy”

Aleksa obudziła się w komnacie, w pałacu. A, więc to nie był sen. Naprawdę przybyła do Krainy Kolorów.

Wstała i ubrała się w ciuchy od … ciotki, królowej, Jennifer? Nie wiedziała jak ją nazywać. Kiedy zjadła już śniadanie wyszła na dwór. Czekali już tam Feliks i Laurencja. Oboje siedzieli na koniach.

- Wskakuj! – powiedział Feliks wskazując jej białego konia.

- Ale ja nie jeżdżę konno! – sprostowała.

- Nie umiesz? – zdziwił się chłopak.

- Trudno – powiedziała Laurencja – Póki co pojedziesz ze mną.

- Tu macie prowiant – podeszła do nich Jennifer – I … powodzenia!

Konie ruszyły galopem.

Jechali cały dzień. Zbliżał się wieczór. Zatrzymali się nad rzeką.

- Feliks, – zaczęła Aleksa – czy ty wiesz, gdzie są Góry Północne? Bo ja nie mam zielonego pojęcia.

- Mniej więcej – powiedział.

Laurencja wstała.

- Słyszycie to?

Z krzaków wyszły dwie pulchne kobiety. Jedna miała blond włosy uczesane w niski kok. Druga uczesana była w dwa warkocze ze swoich brązowych, prostych włosów.

- To nimfy! – zdziwił się Feliks.

- O! – krzyknęła jedna z nich – Zobacz Matyldo to wojowniczka, doradca i ta dziewczynka z drugiego świata. Dziwna grupa!

- Oj Honorato! To jest dziewczynka, której ciotką jest nasza królowa. To ona nakazała udzielić im wszelkiej pomocy.

- No to może zaprosimy ich na kolację?

- Dobra!

I tak cała trójka wylądowała na kolacji u dwóch nimf: Honoraty i Matyldy.

- No to powiedzcie – zaczęła starsza z nimf – Honorata – Dokąd się wybieracie?

- W Góry Północne – odparła Laurencja, kiedy Matylda położyła na stole bułeczki – Ja prowadzę ich tylko do Obozu Wojowniczek, dalej Feliks i Aleksa idą sami.

- Od kiedy doradca naszej władczyni się zbuntował i ukrył księgę w drugim świecie zaczęły się problemy – mruknęła Matylda stawiając na stole dzbanek z wodą – Nie wiem co on sobie wyobraża! Że stworzy Krainę Kolorów na własnych warunkach?! On też zniknie, jak my wszyscy! I kto byłby jego poddanymi?!

- On ma mnóstwo poddanych, którzy go popierają – wtrąciła wojowniczka – W przeważającej części to armia robotów i trolle, gobliny.

- Fuldynardzie! – zawołała Honorata.

W pokoju pojawił się pomarszczony stworek sięgający Aleksie może do pasa.

- AAAAAAA! – krzyknęła dziewczynka – Co to jest?!

- W wielu budzę wstręt i obrzydzenie – powiedział skrzekliwym głosem – Ale to się wkrótce zmieni!

- Fuldynardzie! – krzyknęła Matylda – Czy ktoś pozwolił ci się odzywać?!

- To gnom kapuśnik – wyjaśnił Feliks – Sługa domowy, pewien specyficzny rodzaj krasnala.

- Fuldynardzie, wskaż naszym gościom trzy pokoje na pierwszym piętrze – zwróciła się do gnoma Honorata – Niech odpoczną. Los naszej krainy leży w ich rękach!

Następnego dnia rano Matylda podarowała Aleksie srebrną bransoletkę.

- Pokaż ją trzem strażniczkom. Może wam pomoże.

Laurencja, Feliks i Aleksa pojechali drogą nad rzeczką i dotarli na polanę, koło lasu. Przed wejściem do lasu stały trzy kobiety: tak samo ubrane w złote sukienki z rozpuszczonymi brązowymi włosami.

- Kto śmie zakłócać nasz spokój?! – powiedziały jednocześnie.

Kolorowa przygoda: rozdział V

Rozdział V

„Wyprawa gdzieś w nieznane”

- To jest niemożliwe! – oświadczyła Aleksa – Królowa tego dziwnego miejsca nie może być moją ciotką.

Tego było dla niej za dużo. Najpierw zemdlała, została przeniesiona do Krainy Kolorów, potem zgodziła się pomóc w odnalezieniu Pióra Słów, teraz królowa tego miejsca mówi, że jest jej ciotką. A Aleksa chciała tylko wrócić do domu.

Królowa  nie uśmiechnęła się.

- Wyruszysz na wyprawę gdzieś w nieznane. Jeśli chcesz się wycofać nie będę mieć do ciebie pretensji.

- Ale… ale wtedy nie wrócę do domu, prawda?

- Nie wrócisz – potwierdziła Jennifer – Poza tym tylko ty możesz wypisać sobie drogę do domu. Nikt tego za ciebie nie zrobi. Przykro mi, ale nie pójdę z tobą. Muszę tu zostać, aby władać krainą i dawać nadzieję jej mieszkańców.  Musisz się też pospieszyć. Jeśli nie zdążysz cała Kraina Kolorów zginie.

- Czyli nie mam wyboru!

Królowa nie odpowiedziała jej.

Do sali właśnie wpadł chłopak w wieku Aleksy. Mógł mieć góra trzynaście lat. Skłonił się przed Jennifer i zerknął na Aleksę.

- Pani! – zwrócił się do królowej – Bella kazała przekazać, że Miron już tu jest.

- Doskonale, Feliksie – Zaprowadź proszę Aleksę do Sali tronowej.

Gdy Feliks razem z Aleksą wyszli chłopak powiedział:

- Naprawdę jesteś z drugiego świata. Jak tam jest?

Aleksa przyglądała mu się. Był to chłopak o brązowych włosach i zielonych oczach.

- Inaczej. Skąd o tym wiesz? – spytała.

- Twoja aura jest inna – wyjaśnił z ważną miną.

- Mhm… – mruknęła Aleksa – A ty kim jesteś?

- Feliks Ramain, nadworny doradca jej wysokości Władczyni Miasta Wiecznej Wiosny- Belli Leavue.

- Co to znaczy, że jesteś doradcą?

- Pomagam mojej pani w podejmowaniu różnych decyzji. Jestem też jej chłopcem na posyłki. Facet, który stworzył Wieczystą Księgę był moim przodkiem. Jestem za młody na wykonywanie jakiegoś zawodu, ale Bella mówi, że mam coś z inteligencji Alkemona. On tak się nazywał, ten co stworzył księgę. Mianowała mnie, więc swoim doradcą.

Weszli do sali tronowej. Ściany były tu z marmuru, podłoga z kryształu. Na środku stał tron. Siedziała na nim Jennifer. Po prawej stronie kłóciły się Miranda i Stella.

- Odniosłam wrażenie, że się nie znoszą – powiedziała Aleksa do Feliksa.

Ten uśmiechnął się.

- Może tak to wygląda. Chociaż się kłócą nie mogłyby bez siebie żyć. Miranda włada krainą położoną daleko na północy, jest zimą, Stella słońcem. Ona zajmuje się pilnowaniem, aby w naszej krainie trwał pokój. Zawiodła, ponieważ doradca Jennifer ukrył księgę. A co do sióstr są one sobie nawzajem potrzebne.

Koło nich siedziała znużona Bella i Laurencja zabijająca spojrzeniem. Po lewej stronie siedział jakiś starzec.

- Alekso, to jest Miron, czarnoksiężnik i mędrzec z Flynetcher.

Starzec trzymał w rękach jakąś książkę.

- Ej! – zawołała dziewczynka – To książka, którą dostałam od pana Perkinsa.

- Ech! – westchnął starzec – Mój brat mógłby uważać na to, co byle komu daje.

- Aleksa, Mironie nie jest byle kim – powiedziała Jennifer – Jestem jej ciotką.

W sali rozległ się szmer.

- No w każdym razie – ciągnęła ciotka Jennifer – Aleksa zgodziła się pomóc nam w potrzebie. Postara się odnaleźć Pióro Słów i Wieczystą Księgę.

- Nie będzie takiej potrzeby – odrzekł Miron – Księga sama się odnalazła.

Księga jaśniała jakimś dziwnym blaskiem. Królowa Jennifer otworzyła ją. W środku widniały takie słowa:

 

 

         WIECZYSTA PRZEPOWIEDNIA

Jest coś takiego- Kolorów Kraina

I kiedyś przybędzie do niej dziewczyna

Wówczas zgasną kolory

Zło ułoży się we wzory

Śniący Gaj poznać jej dane

         Dobro Bestii ukazane

Aleksa skąś znała te słowa. To był fragment piosenki, którą wyśpiewywał pan Perkins, kiedy ostatni raz go odwiedziła.

- A więc postanowione. Aleksa wyruszy na wyprawę, a wraz z nią pójdzie Feliks – powiedziała Bella, wstając z tronu – Pomoże jej.

Chłopak pobladł.

- Ja…

- Tak ty! – wtrąciła Bella.

- W sumie mogę ich kawałek odprowadzić – powiedziała Laurencja – Obóz Wojowniczek jest po drodze.

- Jaki obóz? – spytała Aleksa.

- Wojowniczek – powtórzyła Laurencja – Jestem ich przywódczynią.

- A więc postanowione – powiedziała Jennifer – Jutro z rana wyruszacie!

Kolorowa przygoda: rozdział IV

Rozdział IV

„Szalona ciotka – królowa”

Aleksa otworzyła oczy. Pochylała się nad nią kobieta o białych włosach.

- To chyba ta królowa – pomyślała dziewczynka.

- Witaj! – rzekła królowa – Nazywam się Jennifer.

- Gdzie ja jestem?! – przerwała jej ostro Aleksa, widząc, że ma na sobie piżamę i leży w łóżku.

Jennifer zmarkotniała.

- Daleko – powiedziała smutno – Muszę zacząć od początku, abyś to zrozumiała. Widzisz przybyłam do twojego świata, by pomóc wrócić tu księżniczkom, które zaginęły. Każda z nich poprostu znikała. Jedne pochłonął wir, inne za sprawą czarów przedostały się tam. Lecz, kiedy moje dwie pomocnice: Miranda i Stella poprostu zniknęły mi sprzed oczu nie mogłam tego ignorować. Ktoś musiał zadziałać. W takich przypadkach ktoś zwykle oznacza królową, w tym przypadku mnie. Udałam się po nie do drugiego świata, czyli miejsca, z którego ty pochodzisz. Dotarłam tam przez Drogę Światła i wtedy zobaczyłam ciebie. Musiałam cię tu zabrać, inaczej światłość pochłonęłaby cię. Droga Światła jest niebezpieczna, a światło może zniszczyć tego, który nie pochodzi stąd, bo to światło należy do kolorów.

- Dlaczego mówisz, że przybyłaś do mojego świata. Gdzie ja w takim razie jestem?

- W domu – powiedziała wymownie Jennifer – Jesteś jednym z tych ludzi, którzy mają okazję zobaczyć na własne oczy coś od czego wszystko się zaczęło. Znajdujesz się w swoim jedynym prawdziwym domu. Konkretnie? W moim pałacu, w Krainie Kolorów.

Aleksa wstała i podeszła do okna. Roztaczał się stąd cudowny widok: niebo w najczystszym odcieniu błękitu i las w tysiącach kolorów. Drzewa były tam: różowe, zielone, błękitne, żółte, czerwone, w każdym kolorze. Na niebie świeciło słońce i księżyc. Nagle zawiał porywisty wiatr. Z drzew pospadały liście. Te które spadły zmarniały, zmizerniały, stały się szare i czarne, a potem rozpłynęły się w nicości.

Królowa westchnęła.

- To wszystko zginie, zgaśnie jeśli Wieczysta Księga nie zostanie odnaleziona.

Aleksa poczuła suchość w ustach.

- Dlaczego ta księga jest dla was taka ważna? – spytała.

- W niej zapisany jest los naszej krainy. A teraz to zniknęło. Przez jakiś czas zaczęła blaknąć. Znikały z niej słowa, tekst, wszystko co zapisali najwięksi mędrcy. Nawet jeśli księga się znajdzie trzeba będzie ją od nowa zapisać. A może to uczynić jedynie osoba z drugiego świata, używając Pióra Słów. I w tym tkwi sęk. Ludzie nie chcą wierzyć w coś czego nie da się udowodnić. A im się nie da tego pokazać. Mają zbyt ograniczoną fantazję, próbują kontrolować wyobraźnię.

- Co to jest Pióro Słów? – spytała Aleksa. Gdyby wtedy ją zapytano na pewno zaprzeczyłaby, ale zaczęła się przywiązywać do tego dziwnego miejsca, ciekawiło ją, nie chciała, aby zginęło.

- To pióro zwykłe jak inne, które ukrył dawno temu w Górach Północnych twórca Wieczystej Księgi, zasłynął z tego, że robił eliksiry i pisał książki. Nazywał się Alkemon. Dożył stu pięćdziesięciu sześciu lat.

- Mhm… – mruknęła dziewczynka – Fajnie się rozmawia, ale muszę iść do domu. Wracam.

Jennifer pokręciła głową.

- Nie rozumiesz. Jeżeli nie mamy Wieczystej Księgi ani Pióra Słów nie możemy wypisać ci drogi z powrotem.

- Co to znaczy wypisać?! – krzyknęła w panice Aleksa – Zrób czary – mary, tą Drogę Światła i daj mi wrócić do domu. Moi rodzice zaczną mnie szukać. Może nawet wezwą policję.

Królowa pokręciła głową ze smutkiem.

- Drogę Światła mogę odtworzyć jedynie raz na rok. To zaszczyt. Nikt oprócz królowej tego nie potrafi, a ja już to zrobiłam. Pozostaje tylko czekać rok, a tyle czasu nie mamy. Niedługo Kraina Kolorów zostanie unicestwiona, a wraz z nią i my.. Ty też, jeśli tu będziesz.

Aleksa przysiadła sobie.

- Dlaczego Wieczysta Księga straciła swoją moc? – zapytała.

-Bo ludzie źle czynią. Wydaje im się, że są niepokonani, mają za wysokie mniemanie o sobie, a księga wie. Potem mój doradca Gwidon Czarny ukradł księgę, a że zna się trochę na magii wysłał do drugiego świata. Potem uciekł. Nikt nie wie, gdzie się udał i co zamierza.

Zapadło niezręczne milczenie.

- Dobra! – powiedziała Aleksa – Wygrałaś! Pomogę wam znaleźć ten długopis, a co do tej księgi…

- Wiedziałam, że się zgodzisz – wykrzyknęła królowa Jennifer – Rodzina powinna sobie pomagać!

Dziewczynka osłupiała.

- Jak to rodzina?

- Jestem twoją ciocią – odparła Jennifer.

 

Kolorowa przygoda: rozdział III

Rozdział III

„Trzy księżniczki i jedna królowa”

I wtedy koło niej zaczął padać śnieg. Dziewczynka pokręciła głową. Była wiosna, a nie zima. Nagle usłyszała wrzask. Z krzaków obok wyszła blada kobieta. Blond włosy miała upięte w kok. Ubrana w błękitną sukienkę za kostkę z diademem na głowie, w ręku trzymała długi kij zakończony kryształem – berło. Wokół niej szalała śnieżyca. W pozostałych miejscach było zielono i rosła trawa.

- Dzień dobry! – wycedziła zimno – Raczysz mi wyjaśnić, gdzie jestem, czy mam na ciebie rzucić urok na poczekaniu?

- Ja… – zająknęła się Aleksa.

I wtedy słońce powiększyło się i poszerzyło. Wyskoczył z niego rydwan zaprzężony w dwa ogniste rumaki. Zleciał na ziemię i zniknął, rozpłynął się w powietrzu.

Wypadła z niego jakaś kobieta. Zleciała na trawę. Miała rude, kręcone włosy, wesoły uśmiech i ciepłobrązowe włosy. Ubrana była w złotą, długą sukienkę i wysokie obcasy. Na głowie miała piękny diadem. Uśmiechała się do tej drugiej kobiety w błękitnej sukni.

- Witaj siostro! – powiedziała.

- Dzień dobry, Stello! – wycedziła tamta – Jak zwykle idealne wyczucie chwili!

- Dziękuję, Mirando! Kto to? – zapytała Stella wskakując na Aleksę.

- Dobre pytanie! – warknęła Miranda – Na pewno to jakiś czarnoksiężnik. I to bardzo potężny skoro udało mu się nas tu wezwać.

- Może coś wie o ucieczce Gwidona albo o zniknięciu władczyni Miasta Wiecznej Wiosny. Zapytam ją.

- Ja to zrobię!

- Nie, bo JA!

Obie siostry zaczęły się przepychać.

- Zaraz! Czy wy mówicie o … Belli?

- Dobra! – wrzasnęły obie siostry – Lepiej gadaj co wiesz!

- Bo inaczej cię zamrożę! – dorzuciła Miranda.

- A ja podsmażę ci stopy! – krzyknęła Stella.

Aleksa opowiedziała im wszystko ze szczegółami. Naraz z drzewa zeskoczyła jakaś postać. Była to kobieta. Czarne włosy związała niedbale w warkocz. Obcisłe czarne spodnie i top – tak była ubrana. Gdy Aleksa spojrzała jej w oczy wiedziała, że się jej boi. Ta kobieta wzbudzała strach swoim widokiem.

- Laurencja! – krzyknęły jednocześnie pobladłe Miranda i Stella. Na ich twarzach malował się lęk.

Aleksa pomyślała, że to imię do niej nie pasuje.

- Darujcie sobie! – warknęła – Lepiej mi powiedzcie gdzie jestem. Właśnie polowałam na bestię, która sieje spustoszenie w Nawiedzonym Lesie. Gdy nagle pojawił się wir, wciągnął mnie i sprowadził tutaj.

Nagle dobiegły ich jakieś stukoty. To Bella właśnie tu przybyła. Uśmiechała się. W ręku trzymała pakunek.

-Moje drogie! – zawołała – Zostawiłaś coś! – powiedziała Aleksie.

Nagle na niebie pojawia się tęcza. Na białym koniu zjechała po niej jakaś postać. Kobieta o włosach w kolorze mleka, wystrojona w białą szatę i pelerynę. Jaśniała światłem. Aleksa skrzywiła się, bolało.

- Pani! – wykrzyknęła Bella.

- Jennifer! – zawołała Miranda.

- Królowa – spokojnie powiedziała Laurencja.

- Władczyni Krainy Kolorów! – wyszeptała Stella.

- Moje drogie! – oznajmiła postać – Tędy wrócicie do domu – wtedy dostrzegła Aleksę – TY! – krzyknęła.

Wtedy świat rozmył się Aleksa osunęła się w ciemność.