12 najważniejszych wróżek c.d.

Wróżka Artystka

Chcecie wiedzieć czym zajmuje się Wróżka Artystka? Mnóstwem rzeczy! Śpiewam, tańczę, robię biżuterię, rzeźbię, a także maluję i rysuję.

Przedziwne dzieło

W kuchni, przy blacie siedziała zaspana dziewczyna. Miała blond włosy, rozczochrane na wszystkie strony i figlarny uśmiech. Jedno oko miała zielonkawe, a drugie błękitne. Miała na sobie kolorową piżamę, pociapaną farbą i puszysty szlafrok w kolorze fuksji. Pod oczami miała ciemne sińce. Malowała obraz, leżący na stole. Koło niej siedziała kotka o czarnym futerku i żółtych ślepkach, spokojnie liżąc łapę.

- Pufo! Psik! Zmykaj stąd – zawołała Wróżka Artystka.

Oburzona kotka zeskoczyła ze stołu. Do pokoju weszła elfka Narcyza. Pomocnica i uczennica Wróżki Artystki.

- Sally! Znowu pracowałaś do późnej nocy!- zwróciła się do Wróżki Artystki.

- Musiałam!- zawołała Wróżka Artystka – Dziś przyjeżdża do mnie największy malarz w naszym miasteczku- goblin Kajetan. Jeśli spodoba mu się moje dzieło – wskazała obraz leżący na blacie – to umieści go na swej Magicznej Wystawie Dzieł Roku!

Sally zaparzyła kawę i postawiła ją na stole.

- Przyjechał!- krzyknęła nagle i pobiegła otworzyć drzwi. Pokazał się w nich niski goblin, ubrany w garnitur i czerwoną muchę.

- Dzień dobry!- przywitał się.

- Dzień dobry!- odpowiedziała Wróżka Artystka – Może się pan napije kawy?

- Chętnie!

Goblin usiadł w salonie i elegancko sączył kawę. Sally natomiast pobiegła do kuchni po obraz, a tam kotka Pufo potrąciła ogonem kawę i kawa wylała się na obraz.

Osłupiała Wróżka Artystka ze łzami w oczach poszła do salonu, by pokazać goblinowi pozostałości z obrazu. Lecz zanim doszła do salonu na korytarz wyskoczył goblin Kajetan.

- Przepraszam!- zawołał – Niechcący oblałem kawą obrus. Tak mi przykro! Och!- urwał, bo Sally pokazała mu zniszczony obraz i opowiedziała co jej się przydarzyło.

Spuściła oczy. Wiedziała, że goblin nie weźmie jej obrazu na wystawę. Ale ten  tylko się uśmiechnął.

- Obraz byłby ładny!- powiedział – A taka pechowa przygoda może się przydarzyć każdemu! A, więc naprawisz go i damy go na wystawę.

Sally nie wierzyła własnym uszom. Gdy goblin wyszedł odtańczyła dziki taniec radości.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróżka Gospody

Chcesz zjeść coś pysznego? To wstąp do mojej gospody „ Magiczny kartofel”. To  wyjątkowe miejsce, ponieważ prowadzę je ja – Wróżka Gospody.

Zaginione zapasy

- Kto znowu zjadł lub zabrał gdzieś cały worek pomidorów?- wrzasnęła pulchna wróżka, mieszająca drewnianą paciochą bulgoczącą substancję w ogromnym czerwonym garnku. Miała na sobie biały, czysty fartuch z napisem „Spoko babusia”. Niesforne brązowe włosy schowała pod czepkiem kuchennym. Była to Wróżka Gospody. Nazywała Miłosia.

- Na śliwki robaczywki, gdzie są pomidory? To już trzeci dzień z rzędu, kiedy moje zapasy znikają w niewytłumaczalny sposób. Klient, co zawsze zamawia coś pomidorowego będzie musiał trochę poczekać – powiedziała obojętnym tonem – Jak się dowiem, co to za żartowniś mi je podkrada, to biada mu – ryknęła i elfka, która kroiła ogórki na plasterki ucięła się w palca.

- Auuu!- syknęła.

- Hahahahahahaha!- roześmiał się skrzat czyścioszek, który był kelnerem. – Zamówienie numer osiem! Hihihihihihi!

Do gospody „Magiczny kartofel” wszedł goblin, prowadzący na smyczy swoje zwierzątko domowe- biedronkę Kropcię. Była ona olbrzymich rozmiarów, cała czerwona w czarne kropki.

- Jak się miewa Kropcia?- spytała uprzejmie Miłosia.

- Dobrze, bardzo dobrze. Prosimy dwa placki z truskawek!

- Oczywiście.

Wróżka Gospody pobiegła do kuchni. Zabrała się do robienia placka. Miłosia zauważyła, że w pojemniku, gdzie zawsze były te soczyste czerwone owoce były tylko listki. Zaczęła przeglądać resztę zapasów. Owoców nie było wcale. A w kącie siedział skrzat czyścioszek i zjadał ostatnią malinę. Za karę czyścioszek musiał odkupić zapasy i wysprzątać kuchnię. Może to go oduczy zjadania zapasów w gospodzie „Magiczny kartofel”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróżka Ludzi

Jako Wróżka Ludzi zajmuję się pomaganiem ludziom za pomocą magii. Pozwalam im uwierzyć, że magia nie istnieje, a także zbieram z ich roślinek pyłek, dzięki któremu możemy czarować.

Niesłychanie wredne osy

Brianna była przerażona. Na żadnej roślinie nie było ani grama pyłku. Nigdzie nie mogła go znaleźć, a przecież bez pyłku wróżki nie mogą czarować. Zmęczona wylądowała na parapecie jakiegoś domu i wtedy Wróżka Ludzi usłyszała rozmowę.

- Mamo, mogę pójść na łąkę?- pytała mała dziewczynka.

- Pójdziemy razem, kochanie!- odparła wysoka, czarnowłosa pani – Zobaczymy pracę pszczółek, które produkują pyłek.

Łąka. Pyłek.

Brianna prędko poleciała w kierunku łąki. Ale na kwiatkach siedziały już osy, które groźnie bzyczały, nie chcąc podzielić się pyłkiem.

- Czy mogłabym wziąć trochę pyłu?- zapytała jedną z os.

- Nie! W żadnym wypadku! To nasz pył! Nie oddamy go!

Ale Wróżka Ludzi się nie poddała. Prędko wyczarowała mały woreczek, który powiesiła sobie na szyi.

- A to co?- pytały osy.

- Magia! – wyjaśniła im.

Zezłoszczone osy zaczęły za nią lecieć. To było jak zabawa w berka. Brianna unosiła się i opadała. Wiatr mierzwił jej włosy. W końcu wylądowała, a do jej woreczka zaczęły wlatywać drobiny pyłu. Połowę pyłu zostawiła osom, a połowę zabrała do świata istot magicznych. Wracając tam uśmiechała się.

12 najważniejszych wróżek c.d.

Wróżka Lekarzy

Pomagam istotom magicznym w pełni dojść do zdrowia, robię różne skomplikowane operacje w Magicznym Szpitalu i organizuję krótkie pogawędki o zdrowiu znane jako IMZ (Istoty Magiczne Zdrowe).

Ranny bociek

-Aaaapsik!- dobiegło z gabinetu numer jedenaście w przychodni istot magicznych.

- Och moja droga Millo!- jęknęła wysoka wróżka w fartuchu lekarskim.

Miała długie, proste czarne włosy opadające na ramiona i błękitne oczy. Nazywała się Emma. Była Wróżką Lekarzy.

- Masz niesamowity katar – powiedziała do swojej pacjentki – Oczywiście zaraz cię wyleczę. Szczypta proszku antypsik i jesteś zdrowa – Wróżka Lekarzy posypała pacjentkę złotym pyłkiem.

- Dzięki!- zawołała ta i opuściła gabinet.

W tej chwili do gabinetu przyniesiono rannego boćka na noszach.

- Co mu się stało? – spytała Emma pielęgniarkę, niosące bociana.

- Biedaczek, złamał skrzydło.

- Mam się nim zająć?- spytała Wróżka Lekarzy – Co to znaczy? Nie mogliście go zabrać do gabinetu weterynarii, do Wróżki Zwierząt?

- Nie, bo ona jest na urlopie.

- No dobrze daj go tutaj.

Wróżka Lekarzy prędko nastawiła bocianowi skrzydło. I zostali najlepszymi przyjaciółmi. Jednak bocian musiał lecieć do ciepłych krajów.

Emma była smutna, ale wiedziała, że zobaczy boćka na wiosnę.

12 najważniejszych wróżek c.d.

Wróżka Zwierząt

Czym zajmuje się Wróżka Zwierząt? To proste. Opiekuję się zwierzętami w Magicznym Lesie, prowadzę gabinet weterynarii i poszukuję nowych gatunków zwierząt.

Cudowny jednorożec

Wróżka Zwierząt biegła żwawo przez las.

- Już niedaleko, już niedaleko!- powtarzała w myślach, wciąż trzymając się za prawy bok – Głupia kolka i głupia zadyszka!- jęknęła, ale tak cichutko, że nikt nie mógł jej usłyszeć.

W końcu w lesie trzeba się cicho zachowywać, a Marika (Wróżka Zwierząt) właśnie tropiła tam nowy gatunek jakiegoś zwierzęcia. Urząd Istot Magicznych chciał, by ktoś odnalazł nowy gatunek zwierząt i uznali, że Marika najlepiej się do tego zadania nadaje, ponieważ jest Wróżką Zwierząt i to właśnie jej nie boją się zwierzęta.

Koło nogi Mariki biegł jej wierny przyjaciel – piesek Koko. Razem wbiegli w gęstwinę roślin i usłyszeli jakiś ryk.

- Czy to jakieś niezwykłe zwierzątko, którego nigdy nikt nie widział?- spytała Koko, który potwierdził to szczeknięciem.

Ale to był tylko niedźwiedź, który jest bardzo znanym zwierzęciem.

Marika i Koko zobaczyli jeszcze: lisa, dwa zajączki i sarenkę, ale nie odnaleźli żadnego niezwykłego zwierzęcia.

Zrezygnowana Wróżka Zwierząt usiadła na kamyku i po chwili poczuła, że ktoś dźga ją w plecy.

- Nie teraz Koko! – westchnęła – Próbuję się pogodzić z porażką!

Ale ktoś dalej dźgał ją w plecy.

- Nie no tego już za…- Marikę zatkało.

Okazało się, że dźga ją najprawdziwszy srebrny koń z najprawdziwszym srebrnym rogiem.

- Srebrzysty jednorożec!

Jeszcze nikt nie widział na własne oczy tych pięknych koni. Marika zrobiła mu zdjęcie, pogłaskała, dała mu nawet jabłko i z wyrazem triumfu na twarzy pobiegła z Koko do miasteczka.

Odkryła nowy gatunek zwierząt.

12 najważniejszych wróżek

Wróżka Zabawy

Co robi Wróżka Zabawy, czyli ja? Bawi się! Urządzam wycieczki do fantazji, wesołego miasteczka itp. A w lecie organizuję obóz „Tropicieli”.

Zagubiony elf

- Raz, dwa, trzy elfiki zbiórka!- zawołała dziewczyna o karmelowych włosach ubrana w  pstrokaty strój: pastelową, różową bluzkę i zielone spodnie.

Gdy to powiedziała przybiegło do niej około piętnastu elfików. Wszyscy byli członkami obozu „Tropicieli”, który prowadziła Wróżka Zabawy- Angelika.

- Dziś będziemy szukać w lesie koło obozu takich oto piłeczek!- tu pokazała małą fioletową piłeczkę – Każdy sam! To zadanie udowodni waszą samodzielność.

Nikt się nie odezwał. Wszyscy w milczeniu wpatrywali się w Angelikę.

- A no i zapomniałam!- rzuciła niby mimochodem – Kto odnajdzie najwięcej piłeczek otrzyma w nagrodę najlepszą czekoladę „Orzechowy Skarb” od Wróżki Gospody.

Teraz wszystkie elfiki z wyrazem rozmarzenia na twarzy wpatrywały się w czekoladę w ręku Wróżki Zabawy.

- Rozpoczynamy poszukiwania!- krzyknęła, a stado małych elfów pobiegło w las.

Po dwóch godzinach poszukiwania się skończyły. Zwyciężył elf Maciuś. Angelika sprawnie policzyła elfy. Och nie! Brakowało elfki Toli. Musiała zgubić się w lesie podczas zabawy. A nadchodziła już noc.

Wróżka Zabawy nie zastanawiając się ani chwili zabezpieczyła obozowisko zaklęciem bezpieczeństwa. Sama zaś ruszyła w las szukać elfy Toli. Odnalazła ją na polance. Biedna Tola! Była zmarznięta i głośno płakała. Angelika wzięła ją na ręce i razem wróciły do obozowiska.

12 najważniejszych wróżek c.d.

Wróżka Burzy

Nie tylko w świecie śmiertelników szaleją burze. Dzieje się tak też u nas- w świecie istot magicznych. I za to wszystko jest odpowiedzialna tylko jedna osoba- ja, Wróżka Burzy. Czasem zastanawiam się, dlaczego akurat ja jestem Wróżką Burzy, a nie kto inny? Mogłabym być przecież wróżką wszystkiego! No, ale…

Konkurs

- Och! Dlaczego muszę tak wcześnie wstawać?- jęknęła Teoryta, spadając z łóżka – Nie widzę w tym najmniejszego sensu!- powiedziała, rozcierając sobie kolano.

Natychmiast znalazła odpowiedź na to pytanie. Dziś miała wziąć udział w konkursie na najlepszą wróżkę Pogodynkę roku.

Wstała z łóżka i chwiejąc się weszła do łazienki. Tam pstryknęła palcami po czym zawołała:

- Raz, dwa … trzy! Tak, jak duża jest moja moc, ty moja szafo daj mi sukienkę czarną jak noc!

Teoryta już po chwili była ubrana w czarną sukienkę, sięgającą do kolan. Niestety Wróżkę Burzy gryzły jej szwy.

- Po co w ogóle komuś sukienki?- pomyślała ze złością, zjeżdżając po poręczy schodów do jadalni. Na stole stała już misa grzanek z bzu i coś, co wyglądało jak napój śliwkowy. Po śniadaniu Teoryta wybiegła na dwór, a dosiadając swojego pegaza Błyskawicy wzbiła się w powietrze na jego grzbiecie. Wylądowali przed siedzibą UIM (tam miał się odbyć konkurs). Wchodząc na salę konkursową potknęła się o próg.

- Bez progów świat byłby lepszy!- pomyślała, a jej wnętrzności aż się zagotowały.

- Cześć Teo!- zaszczebiotały  dwie wróżki, siedzące na ławce.

Były bliźniaczkami: Wróżką Wiatru i Wróżką Huraganów.

- Proszę o ciszę!- odezwał się jakiś elf – Jestem prowadzącym konkursu i to do mnie będzie należało wybranie zwycięzcy. No proszę, pokażcie mi co umiecie!

Wróżka Deszczu sprowadziła prawdziwą ulewę, Wróżka Wiatru przyzwała łagodny zefirek, Wróżka Huraganów stworzyła ogromną trąbę powietrzną (która strąciła elfowi tupecik), a Wróżka Słońca przepędziła (wcześniej zrobione) chmury swym słońcem. Gdy przyszła kolej na Teorytę ta sprawiła, że niebo spowiło się chmurami, grzmotnęło, a sklepienie niebieskie przecięła błyskawica. Jej pokaz zakończył konkurs.

- Dobrze! Po tych eee… niezwykłych pokazach tylko jeden mi się podobał. Zwycięzcą jest… Wróżka Słońca. Niektórym z was nie udało się mnie olśnić, a burzy wręcz nienawidzę, a więc…

- Dlaczego?- przerwała mu Teoryta.

- Co, dlaczego?- spytał elf nieco zbity z tropu.

- Dlaczego pan nienawidzi burzy?

- Och! Eee… Nikt nie lubi burzy!

- Nieprawda!- zaprzeczyła Wróżka Burzy – Burza jest wspaniała. To światło błyskawic, ten huk grzmotów. Trzeba mieć tylko wyobraźnię, której jak widzę pan nie ma  – zakończyła chłodno.

- Ja… Och…No dobrze!- elf zmieszał się, bo tłum bił brawo Teorycie – A więc po dzisiejszym konkursie mamy remis. Wygrały Wróżka Słońca i Wróżka Burzy. Gratu…- elf nie dokończył, bo teraz wszystkie wróżki krzyczały, że ich pogoda jest wspaniała i że trzeba mieć tylko wyobraźnię, by to pojąć.

- Dobrze! Każdy składnik pogody jest wspaniały, dlatego tegoroczny konkurs wróżki Pogodynki wygrywają wszystkie wróżki tu zgromadzone – opanował sytuację elf.

Od tego zdarzenia Teoryta już nie zastanawia się, dlaczego jest Wróżką Burzy, a nie kimś innym. Po prostu wie, że tak chciało przeznaczenie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróżka Mody i Stylu

Wiem, że moda w świecie istot magicznych, a moda w świecie ludzi trochę się od siebie różnią. Ale oba te style można zaobserwować na ciuchach w moim butiku. Nazywa się „Mambo” i jest najpopularniejszym sklepem z ciuchami na rynku. Postanowiłam poświęcić się temu trudnemu zadaniu-jakim jest prowadzenie własnego butiku bez reszty.

Psoty chochlików australijskich

Chloe podeszła do drzwi swojego butiku i otworzyła je na oścież. Wleciało do niego dwóch elfów, trzymając pudło pełne rozmaitych kostiumów.

- Świeża dostawa ubrań z fabryki „Pod skrzydłami wróżki”- zawołał jeden z nich.

- No to zobaczymy co my tu mamy!- odpowiedziała Chloe- Wróżka Mody oraz Stylu, podfruwając do nich- A tak: trzy dżinsowe kurteczki, dwie czerwone sukienki, odjazdowe spodnie i bluzeczki ze śmiesznymi hasełkami. Dobra! Proszę to tu postawić – po tych słowach pokazała na stół. Dwóch elfów pospiesznie opuściło sklep i wróciło z kolejnym pudłem. Znajdowały się tam najpiękniejsze sukienki jakie Chloe w życiu widziała. Kolorowe, wyszywane cekinami, z halkami, koronkami, całe błyszczące. Gdy Wróżka Mody i Stylu podziwiała te cudowne kreacje do głowy wpadł jej genialny pomysł.

- Urządzę pokaz mody!- krzyknęła.

Następnego dnia ( za pomocą magii) ogłoszenia o pokazie mody były już niemal wszędzie, a trzy modelki elfki przygotowane do pokazu. Robiono im makijaże, malowano paznokcie, tylko kreacje wciąż wieszały w szafie, by się nie zmięły.

Pokaz mody rozpoczął się powitalną ucztą. W roli kelnerów wystąpiły chochliki australijskie. Wszystkim gościom najbardziej smakowały pyszne, pieczone kiełbaski z keczupem.

Ale, gdy Chloe weszła na zaplecze, by się przygotować do uroczystego przemówienia zobaczyła, że chochliki australijskie polewają kreacje keczupem.

- Jesteśmy łobuziaki! Co za psoty!- wołały.

Wściekła Wróżka Mody i Stylu czarami wyczyściła sukienki, a chochliki australijskie przemieniła w rosyjskie gąsienice.

- Odmienię was z powrotem dopiero po pokazie!- oznajmiła chochlikom.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wróżka Życzeń

Witam! Nareszcie mogę się z wami spotkać. Jeśli chodzi o moją pracę to zajmuję się spełnianiem życzeń – nawet tych bardzo trudnych. Zazwyczaj siedzę w moim gabinecie na ostatnim piętrze w siedzibie UIM i dzięki specjalnym urządzeniom dowiaduję się o co kto prosi. Gdy ktoś wrzuci pieniążek do fontanny, zdmuchnie świeczki z tortu urodzinowego itp. , a potem pomyśli życzenie, ja je spełniam.

Kłopotliwe życzenie

Nasturcja siedziała przy biurku w swoim gabinecie i segregowała papiery.

- Och! Pamiętam to, jakby to było wczoraj!- mruknęła pod nosem, przeglądając sprawozdanie z wyprawy mającej na celu spełnienie życzenia Małgosi, która bardzo chciała zostać tancerką.

- Bo to było wczoraj!- skomentował to goblin Slogo, nowy asystent Wróżki Życzeń.

- Cicho siedź!- upomniała go Nasturcja – Jeszcze nie zapomniałam jaka fikuśna z ciebie ropucha.

Goblin zaczerwienił się i wymamrotał coś o „niesprawiedliwym traktowaniu goblinów” i wyszedł z gabinetu Nasturcji.

Nagle na jednym z magicznych ekranów wróżki obraz zamigotał. Nasturcja zobaczyła na nim chłopca wrzucającego monetę do fontanny. Prędko posypała ekran złotym, magicznym pyłkiem co oznaczało, że spełnia to życzenie. Chłopiec powiedział:

- Chcę poznać świat wróżek, elfów, goblinów i innych.

Wróżka Życzeń skamieniała ze strachu. Nikt z ludzi nie mógł poznać świata istot magicznych. Nagle usłyszała czyjeś krzyki. Krzyczeli mieszkańcy, a także przypadkowi przechodnie, którzy akurat znaleźli się na rynku.

- Gigant! Kolos! Ratujcie się!

Nasturcja zobaczyła tego chłopca. W porównaniu z innymi był naprawdę gigantem. Ale Wróżka Życzeń wiedziała już co musi zrobić. Podbiegła do chłopca i posypała go magicznym pyłkiem.

- Enesform!- szepnęła i odesłała chłopca do jego świata. Wiedziała, że dzięki magii chłopiec obudzi się (jakby z długiego snu) i pomyśli, że to mu się tylko przyśniło.

 

12 najważniejszych wrożek c.d. 2

Wróżka Przyrody, Natury i Roślin

Witajcie! Jestem Wróżką Przyrody, Natury i Roślin, ale w naszym miasteczku nikt już tak do mnie nie mówi. Wśród magicznych istot jestem znana jako Wróżka Roślin. Tak po prostu! Zajmuję się wieloma rzeczami: prowadzę kwiaciarnię „Magiczna natura”, doradzam inny wróżkom w kwestii ich ogrodów, prowadzę nawet swoją rubrykę w gazecie „Magiczna magia”, ale najbardziej lubię spędzać czas w ogrodzie botanicznym, znanym też jako Wielki Ogród Roślin.

Ogród botaniczny

 Chrr… Chrr… dochodziło zza lady. W kwiaciarni „ Magiczna natura” wszystko było w idealnym porządku, no prawie wszystko. Szyld kwiaciarni migotał wszystkimi kolorami tęczy, rośliny osiągały spore rozmiary, nawozy ułożone były alfabetycznie w koszykach na stole, a na ścianach powieszone były kartki z hasłami reklamowymi typu: „ Tylko teraz wszystkie odmiany róż za połowę ceny”, czy też „Dwadzieścia procent taniej wszystkie nawozy”. Tylko… tylko na ladzie spała jakaś wróżka. Miała długie, zielone włosy, splecione w dwa warkoczyki i błękitne jak morze oczy. Ubrana była w sięgającą do kolan, kolorową sukienkę z koronkowego i zwiewnego materiału. Nazywała się Maja. Była Wróżką Roślin.

- Chrr… Chrr- zachrapała.

Nagle ktoś zastukał do drzwi. Maja natychmiast się poderwała.

- Co…?- wymamrotała niezbyt przytomnie.

Do kwiaciarni weszła niska elfka, o płomiennorudych włosach. Była asystentką Wróżki Roślin. Dziś uginała się pod ciężarem skrzynek z kwiatami, które trzymała.

- Przywieziono tulipany i żonkile – oznajmiła.

Ledwo co to powiedziała do kwiaciarni weszła Wróżka Miłości.

-Cześć Majciu! Jakie kwiaty kupić komuś na imieniny?

- To zależy, na przy…

Klientka jej przerwała:

- Na pewno słyszałaś o tej strasznej tragedii?- zapytała.

-Co?! Jakiej tragedii?

- Hmm… A o to ci chodzi?!- powiedziała malując usta szminką- Zajrzyj do „Magicznej magii”.

I szybko odleciała.

Maja prędko otworzyła gazetę.

Straszna tragedia!

Ogród botaniczny, czy też jak kto woli Wielki Ogród Roślin przy ulicy Mioduszki zostaje zamknięty. Dzieje się tak z powodu małego zainteresowania tym obiektem. -Ostatnio nikt tu nie przychodzi!- mówi nam szef tego miejsca i dodaje:- Grozi nam bankructwo! Właściciel Ogrodu botanicznego jest zrozpaczony. –Co robić?! Nikt nie przychodzi już nawet na tzw. WIECZORKI ROŚLINNE, czyli wesołe przyjęcia raz w tygodniu, które wzbudzały zawsze duży entuzjazm.-Musimy zamknąć Wielki Ogród Roślin! Jestem do tego zmuszony!- oświadcza szef ogrodu.

–Zawsze lubiłam, podobnie jak moje koleżanki ogród botaniczny, a zwłaszcza te WIECZORKI ROŚLINNE, ale robią się one starodawne, czyli nudne. Nic dziwnego, że zamykają ten obiekt. Teraz trzeba nowoczesnych atrakcji, unowocześniania różnych rzeczy!- mądrze dodaje Adele- Wróżka Miłości.

Wróżka z rozpaczą zatrzasnęła gazetę.

- Jej ulubione miejsce- zamknięte?!!!

Musi coś zrobić! Tylko co? I nagle do głowy wpadł jej genialny pomysł.

- Wpadnę po południu!- krzyknęła do swojej asystentki i szybko wybiegła z kwiaciarni. Pstryknęła palcami i wrzasnęła:

- Teleporter!- obróciła się wokół własnej osi i zniknęła.

Pojawiła się przy bramie ogrody botanicznego. Zauważyła, że goblin, który był szefem ogrodu obkleja bramę transparentem z napisem: „Zamknięte”. –Proszę pana!- zaczęła niepewnie- Mam pewien pomysł jak uratować Wielki Ogród Roślin.

Goblin popatrzył na nią jakby była jego jedyną nadzieją.

- Chodź! Napijemy się herbaty!

Uradowana Maja biegła w kierunku domu Wróżki Miłości. Prędko zastukała do drzwi, które otworzyły się i ukazała się w nich blondynka w  intensywnie czerwonej sukni. Owa piękność wydęła porzeczkowe usta i zapytała słodkim głosikiem:

- Co cię do mnie sprowadza, Majciu? Czy my się już dzisiaj nie widziałyśmy?- spytała dotykając różdżką swoich włosów, które natychmiast ułożyły się w  idealne loki – Wejdź! Nie będziemy stać na zewnątrz, bo wiatr burzy mi fryzurę!

- Adele, wiesz, że ogród botaniczny został zamknięty. Chcę urządzić imprezę- nowoczesną imprezę połączoną ze zwiedzaniem ogrodu i…

- Ciii! Nic nie mów!- rzekła Wróżka Miłości i mamrocząc coś pod nosem stuknęła ręką w stół. Na stole natychmiast pojawiły się ciasteczka.- Co to za rozmowa bez ciasteczek! I co dalej?

- I chcę cię prosić byś szybko wyczarowała w całym mieście ogłoszenia, a ja przeteleportuję się do Miłosi, która może załatwi przekąski i do Wróżki Tańca i Śpiewu, która zorganizuje zabawy i muzykę, a potem polecę do Wróżki Mody i Stylu po odpowiednią kreację i dekorację, a Wróżka Artystka może zrobi bilety. Za pieniądze z tych biletów postaram się uratować ogród. No to na razie!

Godzinę później na małej polance ogrodu botanicznego wszystko było już przygotowane. W kącie stał stół z przekąskami, a na wprost Wróżka Tańca i Śpiewu śpiewała ckliwy utwór.

Ale Mai nie były w głowie teraz piosenki. Zaczęła podliczać pieniądze za bilety. I… o nie! Brakło tylko kilka monet!

Nagle na polanie pojawił się chyba z tuzin goblinów wraz z szefem ogrodu botanicznego. Zapłacili za bilety i … okazało się, że Wielki Ogród Roślin można ponownie otworzyć.

Maja z uśmiechem na ustach oprowadzała gości po ogrodzie botanicznym!

12 najważniejszych wróżek c.d.

Wróżka Zębuszka

Jestem najbardziej znaną wróżką wśród dzieci. Moja praca polega na zabieraniu spod poduszek zębów mleczaków, a także nagradzaniu maluchów drobnymi upominkami.

Rosiczka

Wróżka Zębuszka przeleciała przez barierę oddzielającą świat istot magicznych od świata ludzi. Bariera była złotym kręgiem, przez który mogły przechodzić (lub przelatywać) tylko istoty magiczne: gobliny, wróżki, elfy itd.

Wróżka Zębuszka musiała załatwić jeszcze kilka spraw. Pierwszą z nich było odwiedzenie domu małego Stasia, któremu dziś wypadł jeden z przednich zębów. Najpierw jednak musiała pofrunąć do fabryki zabawek, gdzie pracowały małe elfiki. Z  kawałka plastiku potrafiły zrobić każdą zabawkę: lalkę, samochodzik, piłeczkę.

- Hejo!- usłyszała wróżka głos, gdzieś w okolicy pępka.

Był to mały elfik –Maciuś.

- Witaj Maciusiu! Jeden z chłopców ze świata ludzi chce dostać samochodzik.

- Chłopców? Co to są chłopców?

- Chłopcy to…- zrezygnowana wróżka machnęła ręką- Nieważne! To jak masz te samochodziki?

- Pewnie! Chodź ze mną!

Przed elfem i wróżką ukazał się wielki pokój, wypełniony pudełkami, kartonami, a właściwie samochodzikami w różnych kolorach.

Elfik wręczył jej jedno z aut.

Wróżka Zębuszka prędko wleciała przez otwarte okno do domu Stasia. Na parapecie stał storczyk i jakaś roślina w fioletowej doniczce. Wróżka Zębuszka przeleciała koło niej i nagle roślina zamknęła ją w swoim wnętrzu. O nie! To przecież była rosiczka! Roślina, która pochłania muchy i inne owady. Najwyraźniej wzięła ją za jakieś latające stworzenie. Wróżka poczuła strach. Czy ta roślina ją zje? Ale wiedziała już co ma zrobić. Przyszła pora na czary!

Wróżka Zębuszka wyjęła różdżkę i odliczyła RAZ… DWA… TRZY!!!

- Laktus! Diktus! Czary- mary! – krzyknęła i już po chwili zamiast różdżki w ręce trzymała piórko. Szybkim krokiem zbliżyła się do ścianek rosiczki po czym zaczęła ją łaskotać. Natychmiast „paszcza” rosiczki się otworzyła, a wróżka dostrzegając swoją szansę prędko opuściła jej wnętrze. Wróżka Zębuszka pomknęła do sypialni Stasia i włożyła mu prezent pod poduszkę. Koło ząbka chłopca, zawiniętego w sreberko leżała pomięta kartka.

Droga Wróżko Zębuszko!

W szkole mieliśmy ostatnio lekcję o wróżkach. Moi koledzy nie wierzą, że istniejecie! Nie lepiej jest z moimi rodzicami. Mówią, że jestem już za duży na takie bajki. Czy wróżki istnieją naprawdę?

- Biedny Staś!- pomyślała Wróżka Zębuszka po czym szybko odpisała:

TAK!!!

„Dwanaście najważniejszych wróżek”

Drogie wróżki i drodzy wróżkowie!

         Pragnę was poinformować, że informacje zawarte w tej książce są ściśle tajne i gdyby dostały się w niepowołane ręce to by oznaczało wielkie, ale to wielkie kłopoty. Dlatego pamiętaj: sekrety wróżek zachowaj w tajemnicy.

W wyniku nieprzestrzegania powyżej wymienionych poleceń Urząd Istot Magicznych zapuka do Twoich drzwi i zażąda… No właściwie to po prostu Cię ukarzę . I to nie jakoś zwyczajnie! Spodziewaj się przemienienia w ropuchę, dżdżownicę albo w coś równie obrzydliwego. W tej książce znajdziecie opisy dwunastu najważniejszych wróżek i ich przygody.

Zapraszam Cię do sekretnego świata wróżek!

Wróżka Życzeń

                                                                                                                Nasturcja

 

 

 

Wstęp

Nasturcja szła w kierunku apteki. Była Wróżką Życzeń, a to zobowiązywało. Ktoś zażyczył sobie maści na pryszcze, a jej zadanie polegało na spełnianiu życzeń- wszystkich życzeń. Zadzwoniła dzwonkiem po czym weszła do apteki „ Lekarstwo na wszystko”. Za ladą stała uśmiechnięta sprzedawczyni. Była wróżką trzeciej klasy, a więc jej umiejętności magiczne były nikłe. Prowadziła swoją własną aptekę i postanowiła poświęcić się temu zadaniu bez reszty.

- Hej Teodoro! – powiedziała Wróżka Życzeń – Masz może maść na pryszcze?

Sprzedawczyni przyjrzała się jej z uwagą:

- Kolejne życzenie jakiejś nastolatki?

- Chyba tak!- westchnęła Nasturcja – Ile to będzie kosztować?

- Dla ciebie tylko trzy dolary, kochaniutka!

Wdzięczna wróżka życzeń ruszyła przed siebie, gdy nagle coś jej się przypomniało. Kwiaty w jej ogródku więdły. Nie uratowała ich jej magia. Wróżka weszła do kwiaciarni, której szyld „Magiczna natura” migotał wszystkimi kolorami tęczy. W kwiaciarni pachniało rozmaitymi zapachami kwiatów.

- Dzień dobry! – rozległo się od strony lady.- W czym mogę pomóc?

Za ladą stała niska o płomiennorudych włosach dziewczyna. Wróżka Życzeń uznała, że nie ma ona typowej urody wróżki.

- Czemu kwiaciarni nie obsługuje Wróżka Roślin, Przyrody i Natury- Maja? Dziewczyna prychnęła.

- Ciągle to samo! Czemu Maja to, Czemu Maja tamto? Ja- jej asystentka to już się nie liczę?!

- Jesteś wróżką?- przerwała jej Nasturcja.

- Elfem!

- Aha… No, więc… Masz coś na więdnące rośliny?

- „Zielone jabłuszko”, czy „Tęczowy blask”?

- Eee… Co?

- To nazwy nawozów.- wyjaśniła asystentka Mai.

- A! No to może… Niech będzie „Zielone jabłuszko”.

Po wyjściu z kwiaciarni Nasturcja postanowiła udać się do jednej z karczm, gdzie można było spotkać magiczne istoty wszystkich gatunków i odmian. –Co podać? – spytała wróżka z notesem w ręku. Była to Wróżka Gospody, jedna z dwunastu najważniejszych wróżek, wróżek pierwszej klasy.

- Polecałbym galaretę z pianką, do picia. – wtrącił się jakiś goblin.

- Goblinie Slogo! Po pierwsze to co zamówiłeś nosi nazwę „Pinatta” i nie składa się z galarety, a z kisielu. Po drugie to jest do jedzenia, nie do picia. – Eee… tam!- mruknął goblin i paskudnie beknął.

- Slogo! W mojej knajpie obowiązują zasady dobrego wychowania! O ile wiesz co to takiego… W każdym razie jeśli nie będziesz kulturalny zamienię cię w gąsienicę! Jasne?

- Na pewno Miłosiu wybaczysz takiemu dżentelmenowi jak ja!- rzekł i głośno mlasnął.

I to był błąd! Już po chwili na krześle siedziała wstrętna ropucha zamiast goblina. Nasturcji odebrało to apetyt i poszła załatwić kilka spraw w Urzędzie Istot Magicznych.

 

 

Wróżka Miłości

Praca Wróżki Miłości to bardzo trudna rzecz. Muszę łączyć ludzi w pary, sprawiać, aby zakochiwali się w sobie. Dzięki mojej magii wrogowie stają się przyjaciółmi, a wszystko to dzieje się dzięki mojemu niezwykłemu łukowi. Gdy oddam z niego strzał łączę dwoje ludzi, którzy nagle się zakochują. Bardzo lubię moja pracę, ale czasem jest ona męcząca.

Zguba

Adele leciała w kierunku parku. Dosłownie „ leciała”. Jako jedna z nielicznych miała własne skrzydła. Były jej największym skarbem, jej dumą. Czerwone, lekko błyszczące z różowym brokatem idealnie się komponowały z dzisiejszą kreacją. Malinową, zwiewną sukienką, dopasowaną do bucików z rosy. Uznała, że w tym stroju najbardziej przypomina Wróżkę Miłości, którą przecież była. Leciała do parku, bo stamtąd miała idealny punkt obserwacyjny na wszystko i wszystkich. Zazwyczaj siedząc na gałęzi Starego Dębu i sącząc kawę, kupioną w kawiarni „ U elfy Hiacynty” czekała na okazje, napinała łuk i posyłała strzałę miłości.

Adele wstąpiła do kawiarni.

- Hej Hiacynto!- powiedziała.

- Hej Wróżko Miłości, wróżko pierwszej klasy, o wielka Adele!- odrzekła kelnerka i razem z przyjaciółką wybuchły śmiechem. – Dla ciebie to co zwykle, tak?

- Tak! Kawa z pianką.

Wróżka Miłości wyleciała z kafejki i z trzepotem skrzydeł poleciała do parku. Wylądowała przed bramą i przeszła po wyściełanej liśćmi ścieżce. Nagle przed Adele wylądowała jakaś wróżka. Była to jedna z dwunastu najważniejszych wróżek- Wróżka Burzy. Ona i Wróżka Miłości zawsze były rywalkami.

- Witam!- wycedziła Wróżka Burzy. Jej głos brzmiał niczym grzmot.

- Dzień dobry!- rzekła Wróżka Miłości, zaciskając wargi.

Obie wróżki zmierzyły się wrogimi spojrzeniami.

- Wiesz, że jestem wróżką, pracującą w Urzędzie Istot Magicznych i wysłano mnie z wiadomością dla ciebie. Masz się stawić za pięć minut w siedzibie urzędu! Chyba masz kłopoty!- oznajmiła i już po chwili rozpłynęła się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko odgłos grzmotu.

Adele poczuła strach i przenikające ją zimno. Czyżby zrobiła coś nie tak? Może użyła jakiegoś nielegalnego zaklęcia? Czy Urząd Istot Magicznych (w skrócie UIM) zabierze jej różdżkę? Odbierze magiczne moce?

Adele weszła do ratusza, gdzie znajdowała się siedziba UIM. Sala, w której się znalazła była małym pokojem z wysokim stołem, przy którym siedziało około dziesięciu osób. Byli to najważniejsi przedstawiciele Urzędu Istot Magicznych. Gdy Adele stanęła przed nimi poczuła mdłości, które wcale nie były związane z porannym śniadaniem złożonym z owsianki z płatków róży i herbatą z jaśminu. Pierwszy odezwał się goblin ubrany w garnitur w paski i czerwoną muchę w kropki.

- Czy to ty jesteś Wróżką Miłości Adele?

- Tak to ja…- odpowiedziała szybko zdenerwowana wróżka.

- Czy to ty użyłaś wczoraj w parku dwóch strzał

miłości?- zapytała elfa o zielonych włosach.

- Nie! Nie mogłam znaleźć mojego łuku!

- Jasne! Czy wiesz- zaczęła wróżka w purpurowym  kombinezonie

- że wczoraj musiałaś być roztargniona, bo sprawiłaś, że jedna z

mieszkających w parku wiewiórek zakochała się w trzmielu, który akurat przelatywał obok, a mały zajączek upodobał sobie psa, który był na spacerze?

- Proszę pani ja naprawdę… To nie ja!

- Tak!- przytaknęła wróżka nic sobie z tego nie robiąc.

- To nie…

- Za złamanie punktu dwunastego zawartego w Kodeksie Wróżek, który brzmi: „Nie czaruj nierozważnie”  otrzymujesz upomnienie i zakaz korzystania z magii do jutra. Dziękuję!- zakończyła, a ku zdziwieniu wszystkich zgromadzonych Adele zniknęły skrzydła.

- No tak! – pomyślała ponuro – Zakaz korzystania z magii, więc skrzydła też odzyskam dopiero jutro.

Gdy pogrążona w czarnych jak noc myślach Adele weszła na most i wpadła na jakiegoś elfa.

- Och! Przepraszam! – powiedział.

Wróżka Miłości wiedziała, że nazywa się Amor i bardzo podziwia jej urodę oraz pracę, jaką się zajmuje. Nagle spostrzegła, że do swoich spodni ma przypięty czerwony łuk. Zaraz! Przecież jedyną osobą, która miała taki łuk była ona, ponieważ UIM pozwolił tylko jej używać łuku ze strzałami miłości. W końcu to ona była Wróżką Miłości. Adele zauważyła coś jeszcze. Na jednaj ze strzał były wygrawerowane litery, które łączyły się w jeden napis : Własność Adele- Wróżki Miłości. I wtedy  w głowie wróżki wszystko się ułożyło. Wczoraj nie mogła znaleźć swojego łuku, bo zabrał go Amor. To on sprawił, że wiewiórka zakochała się w trzmielu, a zając w psie. Amor po prostu ukradł jej łuk.

- Złodziej! – zaczęła się wydzierać – Ratunku! Pomocy! Kradzież, złodziej! Ratunku!

Ale Amor już uciekał. W ostatnim momencie Adele zdążyła złapać go za nogawkę spodni.

- Oddaj mi łuk! – zażądała i po chwili szła do domu z łukiem w ręce!