Wojownicy i Złote Wzgórze

Epilog

Król Argus zszedł do sali tronowej, skubiąc brodę ze zdenerwowania. Otworzył drzwi pomieszczenia i powoli skierował się do tronu, czując na sobie spojrzenia dostojników i radnych. Szepty za jego plecami ucichły. Wszyscy wpatrywali się we władcę Armeni. Tyle, że władca Armeni był bezsilny wobec panującej w królestwie paniki i nadchodzącej wojny. Wedle doniesień gazet armeńskich stało się to, czego król Argus obawiał się najbardziej. Król Ciemności powstał. Nie tylko gazety przed nim przestrzegały. Całą Armenią wstrząsnęło wydarzenie, które miało miejsce kilka godzin temu. Z okolic Doliny Mroku dało się słyszeć głośny wybuch po czym na niebie pozostała na niebie duża, czarna, cały czas się powiększająca chmura. Król Argus dobrze wiedział, że mogła być ona skutkiem wybuchu wulkanu. Spojrzał na wpatrujących się w niego dostojników oraz radnych i aż zaniemówił z wrażenia. W gardle miał sucho. Czuł nagły przypływ paniki i przerażenia. Rada uparła się, by zwołał zebranie nadzwyczajne w związku ze zbliżającą się wojną, a Argus jako król Armeni musiał na nim być. Spojrzał na nich. Miał pustkę w głowie, a dostojnicy najwyraźniej oczekiwali aż pokrzepi ich jakąś podnoszącą na duchu mową. W tej chwili jednak nie miał na to ochoty i niepokoił się, że nie zabrzmiałby wiarygodnie, mogąc przez przypadek wyjawił jak bardzo martwi się o córkę.

Już miał oddać głos jednemu z radnych, gdy drzwi otworzyły się z hukiem. Z opresji uratowali go Modest i Johaness stojący w drzwiach.

- Argusie! – zawołał Rings, a wśród radnych przebiegł szmer na tak poufałe zwrócenie się do króla – We Flynetcher odbywają się masowe protesty. Ludzie chcą wiedzieć co się dzieje. Rządają wizyty króla. Grożą, że wedrą się do pałacu. Są niespokojni.

Król Argus zerwał się.

- Ci ludzie potrzebują wyjaśnień – powiedział – Porozmawiam z nimi. Rada odwołana – rzucił prędko i ruszył za Modestem i Johanessem w kierunku karety, która miała ich zawieźć do wioski.

Gdy przybyli do Flynetcher było już późne popołudnie. Ludzie wpatrywali się w Argusa z niedowierzaniem i powątpiewaniem. Za nim czujnie stali Modest i Johaness.

- Przyjaciele! – rozpoczął Argus – Doszły mnie słuchy, że we Flynetcher miały miejsce protesty. Chciecie wiedzieć co się dzieje. Dobrze, powiem wam. Nie ma sensu już tego przed wami ukrywać. Król Ciemności powstał.

Przez tłum przeszedł szmer, ale miny słuchających wskazywały na to, że król nie powiedział niczego odkrywczego.

- Kilka miesięcy temu wysłałem pałacowego wojownika na wyprawę, pozostałych dwóch zabił Król Ciemności. Miał przynieść i odnaleźć cztery talizmany, magiczne przedmioty o potężnej mocy – tu popłynęła długa opowieść.

Wieśniacy słuchali w milczeniu o wyprawie, jej skutkach i zagrożeniach jakie niosła. Argus opowiadał im wszystko co wiedział, nie zatajając żadnych szczegółów. Nie widział w tym sensu. Wróg powstał i działał. Już nic nie mogło pogorszyć sytuacji.

Kiedy skończył ludzie wpatrywali się w niego. W powietrzu panowała nienaturalna cisza. Przerwał ją czyjś słaby głos.

- Jak się nazywał ten wojownik? – zapytała wysoka, czarnowłosa kobieta.

Serce króla Argusa zamarło, gdyż poznał ją. Wciąż pamiętał dzień, kiedy razem z mężem i czteroletnim synem przyszła na jego dwór.

- Lidia – przypomniał sobie – Tak się nazywa.

Matka Terry’ego patrzyła na niego dużymi oczami. Choć czas pozostawił ślady na jej twarzy to Argus wciąż żywo pamiętał smutek w jej oczach, gdy oddawała syna na służbę króla.

- Terry Moon – powiedział cicho – Tak się nazywał, Lidio.

Kobieta pobladła.

- Mój syn… – wyszeptała po czym osunęła się bezwładnie w ramiona stojącego obok niej mężczyzny.

Wybuchło zamieszanie.

- Lekarza! – zawołał ktoś.

- ZJEDNOCZMY SIĘ! – kontynuował Argus – Armenia zbyt długo była zniewolona. Czas na nasz głos. Razem obronimy planetę przed tymi, którzy chcą zasiać na niej spustoszenie. Obrońmy ją przed Królem Ciemności! Odeprzyjmy ataki, które na pewno będą miały miejsce w niedalekiej przyszłości!

Kiedy król Argus wrócił do pałacu wciąż pamiętał ożywienie jakie zapanowało po jego słowach. Nie mógł jednak wiedzieć, że tego wieczoru w całym Flynetcher ludzie gromadzili się po kilka osób, wznosili toasty, mówiąc cicho:

- Za Terry’ego Moona! – wołali – Za jego towarzyszy! Za wolną Armenię! Za króla! Precz Królowi Ciemności! Precz jego sługom! Za Armenię, Flynetcher, bezpieczeństwo, wojownika!

Tego wieczoru wszyscy byli radośni i naładowani pozytywną energią, jednak w głębi serc wiedzieli, że nastały niebezpieczne czasy dla Armeni. Król Ciemności rozpoczął swe nikczemne działania. Jednak jedno było pewne. Nie będzie mu łatwo podporządkować sobie  prostych ludzi z dobrocią i walecznością w sercach, mieszkańców Flynetcher i innych wiosek, Terry’ego i jego przyjaciół, nawet siłą.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.