Wojownicy i Złote Wzgórze

Rozdział XXIII

„Pytania i odpowiedzi”

Obudził się w ciemnej jaskini. Nad nim pochylała się Espera. Spojrzała na niego z troską, gdy otworzył oczy. Natychmiast podbiegła do niego Liliana. Pomogła mu usiąść. Terry jęknął. Kręciło mu się w głowie i było niedobrze. Musiał chwycić księżniczkę za ramię, żeby znowu nie upaść. Zauważył, że Richard patrzy na niego z niepokojem i po chwili dotarło do niego dlaczego. W miejscach, gdzie wcześniej miał rany, siniaki i zadrapania znajdowały się teraz sinogranatowe plamy.

- To robota pani Espery – wyjaśnił mu Richard – Wyleczyła cię za pomocą magii. Mówię ci to było niesamowite! Po prostu machnęła ręką i wszystkie twoje rany poznikały, zostawiając po sobie tylko granatowe plamy.

- Mówcie mi po imieniu – odezwała się Espera – Nie martw się, Terry. Plamy też się zagoją w swoim czasie – dodała, bandażując mu ramię dużymi liściami.

- Co się stało? – zapytał Terry – Pamiętam tylko świetlisty rydwan, a potem…

- A potem przylecieliśmy tu – dopowiedziała Liliana – I Espera cię wyleczyła.

Terry zamilkł na chwilę po czym spytał:

- Co tak naprawdę wydarzyło się w Dolinie Mroku?

Espera zasmuciła się. Wcześniej na jej pięknej twarzy malował się delikatny uśmiech, to teraz zniknął bez śladu.

- Żeby ci to wyjaśnić muszę zacząć od początku – odrzekła cicho – Ponad pięćdziesiąt lat temu ciężkie czasy nastały dla Armeni. Przybyło sług mroku: goblinów, trolli, wiedźm, czarownic i innych. Połączył je jeden wspólny cel: obalenie tamtejszego króla Armeni i przejęcie władzy w królestwie. Aby to osiągnąć nie cofali się przed niczym: mordowali, grabowali, rozbijali rodziny – zamilkła na chwilę po czym kontynuowała – Z głębi kraju dochodziły niepokojące wieści o porwaniach, buntach, zamieszkach, atakach i walkach. Z panującego wszędzie chaosu wyłonił się pewien młodzieniec. Nikt nie wiedział kim był, jak się nazywał, skąd pochodził. Stał się przywódcą mrocznych istot. Połączyło ich pragnienie władzy. Po pewnym czasie ów młodzieniec przybrał imię tak złe i mroczne jak on sam. Król Ciemności, tak go nazywano. Tam gdzie się pojawiał rośliny obumierały, ludzie i zwierzęta ginęły. Ludzie mówili, że jest niepokonany, że eksperymentował z czarną magią, która uczyniła go nieśmiertelnym. Po części było to prawdą. Lata badania księg z zaklęciami umożliwiły mi poznanie zaklęcia, które użył. Stworzył skorupę, która uniemożliwia zabicie go. Ponieważ skorupa jest zrobiona z potężnych, czarnoksięskich zaklęć może ją zniszczyć równie potężna magia jaką są wszystkie cztery talizmany w rękach potomka Marcusa.

- CO?! – Richard zerwał się – Potomka Marcusa, dlaczego?!

Espera uniosła rękę do góry.

- Zaraz do tego dojdę – powiedziała – W każdym razie… Wszelka nadzieja dla wolnej i bezpiecznej Armeni zgasła. I wtedy z tłumu wyłonił się on, Marcus. Był synem jednego z wojowników pałacowych, którzy pouciekali w obawie przed Królem Ciemności – spojrzała znacząco na Terry’ego – Wyróżniał się umiejętnościami w dziedzinie walki, brawurową odwagą i… i… –westchnęła – Przepraszam… Rozkleiłam się.

- Byliście małżeństwem? – zapytał Richard.

Espera kiwnęła głową po czym kontynuowała.

- Marcus był urodzonym szermierzem, ale nawet on nie był w stanie odkryć jak należy złamać zaklęcie osłaniające Króla Ciemności. Dlatego spotkał nas: Modesta Sprawiedliwego, Johanessa Odważnego, Williama Mężnego, Dianę Urodziwą i mnie.

- Esperę Potężną – dodał Terry, otwierając oczy ze zdumienia.

- Znasz tę historię – zdziwiła się kobieta – Nie zaszkodzi jednak jeśli ją powtórzę. Postanowiliśmy uwięzić Króla Ciemności. Marcus wyzwał go na pojedynek. Wcześniej omówiliśmy plan z pozostałą trójką.

- Trójką? – zdumiał się Richard – Czemu nie czwórką?

- Diana od nas odeszła – odparła smutno Espera – Była zadurzona w Marcusie, ale on zakochał się we mnie. Zdradziła i przyłączyła się do Króla Ciemności po moim ślubie z Marcusem. Wydarzyło się to już po złożeniu Przysięgi Pięciorga. Polegała na tym, że póki choć jedno z nas żyje Król Ciemności nie mógł zabić potomków Marcusa. Kto inny tak, on nie. Diana złożyła gród podupadłych nimf. W tymczasie Marcus stanął twarzą w twarz z  Królem Ciemności, a ja razem z nim. Dzięki pradawnemu zaklęciu przemieniłam się w wulkan Espera. Marcus zaś poświęcił się – na jej twarz wtargnął smutek.

- A jego krew oblała ziemię wokół wulkanu. W ten sposób przypieczętował zaklęcie. Nic nie mogło go złamać chyba, że krew trzech wojowników uwolni więźnia. Tak się niestety stało. Król Ciemności jest wolny.

- Nie bardzo rozumiem. Przez te pięćdziesiąt lat byłaś wulkanem? Jeśli tak to czemu wyglądasz tak młodo? – zaciekawiła się Liliana.

- Magia to bardzo tajemna, sekretna i delikatna dziedzina nauki. Nie da się jej nauczyć, można się jedynie urodzić z predyspozycjami w tym kierunku i doskonalić je z upływem czasu. Tak, przez te lata byłam wulkanem. Zachowywałam uśpioną świadomość. Nie starzałam się, nie potrzebowałam jedzenia i picia. Tkwiłam bez ruchu w postaci wulkanu przez lata aż wreszcie coś przykuło moją uwagę. W muzeum pałacowym – tu spojrzała znacząco na Lilianę – odnaleziono mój pradawny talizman – Amulet Espery. Od tego momentu czułam niezwykłą więź z tym kto go nosił. Przemawiałam do niego w myślach, pomagałam w problemach i niebezpieczeństwach – Espera popatrzyła na Terry’ego z uśmiechem.

Terry spojrzał na nią. Wiele zwycięstw odnieśli dzięki niej. Gdy przemawiała do niego w myślach wszystkie niebezpieczeństwa dawało się jakoś rozwiązać. Ale czy dadzą radę stawić czoła komuś tak potężnemu jak Król Ciemności? Czy ktokolwiek, nawet Espera, był w stanie równać się z nim?

Terry zerknął na swój miecz w rękach Richarda. Odepchnął ręką Hubą, która próbowała zalizać go na śmierć i przyjrzał się uważnie swojej broni. Wydawało mu się, że wygląda inaczej. Po chwili zrozumiał dlaczego. Miecz nie promieniował już czerwonym światłem.

- Czemu… – zaczął Terry, ale w słowo weszła mu Espera.

- To miesz Marcusa? – zapytała z zagadkowym wyrazem twarzy, a kiedy Terry kiwnął głową dodała – Może klejnot świcił dlatego, że powstanie Króla Ciemności zbliżało się wielkimi krokami.

W jaskini zapanowała cisza. Przerwał ją Terry.

- Co mamy robić, Espero? – spytał wojownik – Czy ktokolwiek ma szansę w pojedynku z nim?

- Mimo, że straciliśmy talizmany ostatnia nadzieja jeszcze nie zgasła – odrzekła kobieta – Jest jeszcze jeden talizman, który trzeba odnaleźć: nikomu nie znana broń, która daje przewagę w walce. Musimy być pierwsi. Nie wątpię, że Król Ciemości osobiście ruszy na jego poszukiwania. A potem zacznie się wojna. Musimy odebrać talizmany Królowi Ciemności i odnaleźć potomka Marcusa, gdyż tylko on będzie w stanie zabić Króla Ciemności ze względu na to, że krew Marcusa uwięziła go w Esperze. Mamy więc dużo roboty. Udam się z wami na wyprawę. Nie wiem jeszcze, czy pójdę z wami do samego Miasta Przeznaczenia, czy tylko część drogi. To się okaże.

Terry spojrzał na Richarda, przypatrującego mu się z niepokojem, Lilianę trzymającą go za rękę, Esperę głaskającą Hubę po pysku. Zachowywali się jakby nic wielkiego się nie stało, ale Terry wiedział, że bardzo się martwią o przyszłość. Teraz nic nie mogło być takie samo: żaden kwiatek, liść, powiew wiatru. Armeni groziła wojna jakiej królestwo jeszcze nigdy nie doświadczyło.

Król Ciemności powstał i zaczął działać.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.