Wojownicy i Złote Wzgórze

Rozdział XXII

„Espera”

Miała długie, gęste, bujne, białe jak śnieg włosy i błękitne oczy, które błyszczały od gniewu. Terry poznał ją od razu. Była tą samą kobietą, którą ujrzał, gdy Morena go postrzeliła i która mu się przyśniła. Teraz wyglądała zupełnie inaczej. Ubrana była w długą suknię, której wzór wyglądał tak jakby cały wulkan tworzył sukienkę z tego materiału. Wulkan z tyłu wybuchnął po czym rozwalił się na milion drobnych kawałeczków. Kobieta zaczęła kroczyć w ich kierunku. Miała bose stopy, a u pasa długi miecz z kryształu. Poruszała się dostojnie, z powagą, a z każdym kolejnym krokiem nabierała coraz więcej mocy. Spojrzała na Króla Ciemności z pogardą i stanęła obok Terry’ego.

- Espera – wycedził zimno Król Ciemności – Liczyłem, że nigdy więcej cię nie spotkam.

- Przeliczyłeś się – zapewniła go łagodnym, spokojnym głosem – Skoro ty powstałeś, to nieuniknione było bym i ja odzyskała swą dawną postać.

Z gardła Diany dobiegł stłumiony warkot. Nimfa patrzyła na Esperę z nieukrywaną nienawiścią.

- Panie, pozwól mi ją zabić… – powiedziała.

Król Ciemności uniósł rękę w geście protestu, ale Diana już utkwiła spojrzenie swoich zimnych oczu w Esperze. Zaczęła się powoli przemieniać w potwora. Wyłysiała, a na jej plecach pojawiły się nietoperze skrzydła. Rzuciła się na Esperę z wściekłym jazgotem nim ta zdążyła choćby wyciągnąć miecz. Terry myślał, że już po Esperze, ale ta zrobiła krok do tyłu, powiedziała coś pod nosem, a na jej dłoni pojawiła się magiczna, jasna kula światła. Diana odskoczyła od Espery jakby coś ją oparzyło. Espera podeszła do niej kilka kroków bliżej. Diana upadła, wijąc się z bólu na ziemi.

Król Ciemności zacmokał z niesmakiem z wzrokiem utkwionym w Dianę.

- Zawsze, Diano, brakowało ci cierpliwości – zauważył – Nie przeczę, że jesteś sprytna, ale atakowanie Espery w pojedynkę nie jest zbyt mądre. Chyba, że ma się moc większą i potężniejszą niż ona, tak jak ja.

W jego oczach zapłonął ogień.

- Cofnąć się – rozkazał swoim sługom – Chcę zgładzić swojego największego wroga nim zasiądę na tronie Armeni. Giń, Espero!

Kobieta spojrzała na niego . Teraz stali na przeciw siebie z mieczami przygotowanymi do walki.

- Tyle razy próbowałeś mnie zabić – powiedziała Espera, robiąc wymach mieczem – Tyle razy ci się to nie udało.

- Być może – Król Ciemności z łatwością odparował jej cios – Ale za to zabiłem najdroższą ci osobę, a to boli bardziej niż śmierć.

- Nigdy nie zabiłeś Marcusa – zaoponowała Espera – To on poświęcił się, by zabić ciebie.

- TO JA ZABIŁEM MARCUSA! – ryknął po czym ruszył na Esperę z wyciągniętym mieczem.

Siła uderzenia odrzuciła Esperę do tyłu. Szybko jednak się podniosła, wymamrotała coś pod nosem i w jej dłoniach ponownie pojawiła się świetlista kula. Tymczasem Król Ciemności również wyciągnął ręce do przodu. Mamrotał pod nosem zaklęcia, a na jego dłoniach uformowała się ognista kula czerwieni. Powietrze przecinały błyski rzucanych w siebie zaklęć Espery i Króla Ciemności. Nikt z jego sług nie chciał wtrącać się do walki, po tym co spotkało Dianę. Terry próbował odnaleźć wzrokiem Lilianę, ale jego spojrzenie było wciąż zamglone. Król Ciemności otoczył się tarczą ze świetlistej kuli i napierał na Esperę, której moc zaczynała już słabnąć. Król Ciemności zaatakował jeszcze mocniej. Espera upadła wycieńczona obok Terry’ego. Wojownik zauważył jednak, że Espera ma wciąż czujnie otwarte oczy, a jej ciało naprężone jest w gotowości do zadania kolejnego ciosu przeciwnikowi.

- Amulet Espery! – syknęła cicho do Terry’ego – Daj mi go!

Terry jednak był zbyt wycieńczony i poraniony, by zareagować odpowiednio szybko. Espera nie zdążyła powtórzyć prośby, bo Król Ciemności zadał jej kolejny cios. Kobieta uskoczyła i ostrza jej i Króla Ciemności ponownie się skrzyżowały. W tymczasie ktoś podszedł do Terry’ego. Czyjeś ręce zdjęły mu Amulet Espery z szyi i rzuciły nim w kierunku Espery. Złapała amulet w locie i prędko nałożyła na szyję, ignorując Króla Ciemności, który wrzasnął:

- NIEEE!

Powietrze przeciął błysk grzmotu. Dookoła Espery zebrała się otoczka jasności. Espera uniosła się w powietrze, promieniując blaskiem i mocą. Spojrzała z wysoka na Króla Ciemności, a w jej oczach pojawiła się nowa siła i duma.  Król Ciemności z wściekłością zaklął i przygotował się do odparowania jej jeszcze niezadanego ciosu. Espera jednak tylko przymknęła oczy i wyszeptała coś pod nosem, cały czas trzymając wysoko uniesione ręce. Z jej dłoni wytrysnęły wiązki światła, które omotały Terry’ego i przyjaciół i ich broń w ręku jednego ze sług Króla Ciemności. Po chwili wszyscy znaleźli się w świetlistym rydwanie ciągniętym przez parę promieniujących blaskiem pegazów. Do rydwanu wskoczyła też Espera. Machnęła lejcami i wznieśli się w powietrze. Gdzieś w oddali słychać było krzyk Króla Ciemności i zamieszanie panujące wśród jego sług. Terry zamknął oczy. Jego ostatnią myślą było to, że Espera naprawdę dorównuje mocą Królowi Ciemności. Potem stracił przytomność, osunął się w mrok.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.