Wojownicy i Złote Wzgórze

Rozdział XXI

„Powstanie Króla Ciemności”

Niebo było czarne, spowite mrokiem. Gwiazd nie było wcale widać, jakby ciemność je pochłonęła. Terry’emu przypomniały się słowa Christhopera:

- Tam, gdzie wcześniej mieszkałem nie ma gwiazd…

Wokół doliny roztaczały się wzgórza i pagórki, a w jej samym centrum widniał ogromny wulkan. Z jego krateru leciała lawa, spływająca po ścianach wulkanu. Terry pchnięty przez Morenę zszedł niżej. I wtedy ujrzał coś, co niezmiernie go przeraziło. Dookoła wulkanu zgromadziła się wielka armia goblinów, czarownic, wiedźm, trollów, licząca kilkaset wojowników. Ziemia zadrżała pod ich nogami. Terry zamrugał kilka razy oczami. Wydawało mu się, że śni. Krew, ból i złe samopoczucie uniemożliwiały mu racjonalne myślenie. Morena popchnęła go do przodu. Wojownik stracił równowagę i upadł. Ziemia była gorąca. Na dłoniach Terry’ego pojawiły się bąble. Gdyby tylko miał dostęp do lekarstwa…

Armia Króla Ciemności przypatrywała mu się z zainteresowaniem, mściwą satysfakcją. Huba próbowała szczekać, ale Christhoper wepchał jej do pyska szmatę. Nikt jednak nie próbował ich zatrzymać. Wszyscy z lękiem spoglądali na Morenę, najwyraźniej wśród sług Króla Ciemności budziła szacunek.

Zaprowadziła go do stóp wulkanu. Nie był on zbyt wysoki. Christhoper i Lord Brander oraz Liliana i Richard zostali trochę z tyłu. Morena wzięła od jednego z goblinów gruby sznur. Spętała nim Terry’ego i przywiązała do wulkanu. Wojownik jęknął. Jego plecy parzyła płynąca lawa. Czuł ból, gdy Morena złączyła go sznurem z wulkanem Espera.

Łzy płynęły Terry’emu po twarzy. Więc to tak zginie, przykuty do wulkanu. Morena wspięła się na szczyt wulkanu, wspomagając się długą, drewnianą drabiną. Złapała Terry’ego za wiszącą bezwładnie dłoń i pochwyciła go za nadgarstek. Wyjęła zza pasa nóż. Terry słyszał jak Liliana coś krzyczy, a Richard przeklina. W czarnych oczach Moreny widniało szaleństwo. Uniosła nóż. Wbiła go głęboko w rękę Terry’ego. Wojownik zawył z bólu. Z rany trysnęła krew. Duże, czerwone krople opadały ciurkiem na ścianę wulkanu. Ziemia zadrżała. Wulkan wchłonął krew. Czarne niebo zrobiło się jeszcze ciemniejsze. Z wulkanu trysnęła lawa. Z pomarańczowo – czerwonej lawy i lapilli zaczęła wyłaniać się czyjaś postać. Powoli formowała się. Terry czuł przeraźliwy ból w skroni. Głowa pękała mu. Jak przez mgłę widział jak jego miecz lśni czerwonym blaskiem. I wtedy Terry ujrzał go. Schodził z wulkanu, a z każdym jego krokiem wulkan pękał.

- Nareszcie wolny! – ryknął potężnie po czym zaczął badać swoje nowe ciało.

Na głowie miał czarny hełm z dwoma zagiętymi rogami. Twarzy nie było mu widać. W hełmie nałożonym na całą głowę jedynymi dziurkami były otwory na oczy, usta i nos. Oczy miał wściekle czarne i przekrwione. Ubrany był w czarną zbroję. Na kolanach i łokciach miał metalowe ochraniacze. Był wysoki i szczupły. Badał swoje ciało jakby nie bardzo wierzył, że znowu je ma. Po chwili przyklęknął na ziemi. Wziął do ręki odzianej w ciemną rękawiczkę grudkę ziemi i przepuścił ją przez palce.

Król Ciemności powstał.

Skinął ręką na jednego z goblinów. Terry poczuł przypływ wściekłości, gdy z tłumu wystąpił Wolder. Goblin uniósł nóż. Wojownik przymknął oczy. Spodziewał się rwącego bólu, ale nic nie poczuł. Wolder rozciął nożem więzy Terry’ego. Chłopiec upadł na ziemię. Król Ciemności podszedł do niego. Jego postać górowała nad Terrym. U pasa miał czarno – srebrny miecz. Wyciągnął go jednym, płynnym ruchem.

- Czas przetestować dawne ostrze – powiedział – Gotuj się do walki, Terry Moonie.

Złapał go za kark i postawił na nogi. Skinieniem dłoni nakazał oddać Terry’emu miecz. Wojownik ugiął się pod ciężarem broni. Był wycieńczony, nie miał siły zrobić choćby kroku. Mimo wszystko wziął miecz do ręki. Próbował nim machnąć, ale jego organizm poddał się już.

- Terry Moon – wycedził chłodno przez zaciśnięte zęby Król Ciemności – Obserwowałem od początku twoją wyprawę. Zupełnie nie wiem jak udało ci się wrócić z wyprawy żywym. Przecież wysłałem po ciebie moje najpotężniejsze sługi. Robiłem wszystko by cię pojmali. Więc dlaczego? Dlaczego stoisz teraz przedemną i nie masz siły walczyć? Kim jesteś, Terry Moonie?

Terry nie odpowiedział. Upadł na ziemię. Nie miał siły wstawać. Nie chciał widzieć Króla Ciemności, jego sług, niczego.

- Jestem wojownikiem – powiedział cicho.

- Wojownikiem?! – parsknął Król Ciemności – Nie rozśmieszaj mnie, chłopcze. Jeśli to co mówisz jest prawdą, wstawaj i giń jak wojownik. Bardzo chciałem, żeby ostatni z wojowników ujrzał jak powstaję. Pragnę zemsty. Za to co przed laty uczynił Marcus. Za katusze jakie wycierpiałem w wulkanie Espera. Zabiję cię, Terry Moonie. Zabiję cię w swoim czasie. Najpierw zobaczysz jak giną twoi przyjaciele. Będę cię powoli torturował, by na koniec nacieszyć serce twoją śmiercią.

- Ty nie masz serca! – krzyknęła Liliana.

Król Ciemności posłał jej znużone spojrzenie.

- Ile razy już to słyszałem – powiedział zimnym głosem – A kiedy powtarzasz coś tak wiele razy, zaczynasz powoli w to wierzyć. Terry Moonie, wstań!

Wojownik podniósł głowę do góry. Jego zamglone spojrzenie tępo wpatrywało się w Króla Ciemności. Terry próbował oprzeć się jego słowom, ale moc i złowroga aura jego przeciwnika była zbyt potężna. Wykrzesał więc z siebie odrobinę siły i chwiejąc się wstał. – Zró

- Bardo dobrze, Terry Moonie – mruknął jego wróg – A teraz zaatakuj mnie.

Terry ruszył na przód jak w transie. Wysiłek jaki włożył w zadanie ciosu przeciwnikowi mógł go zabić. Król Ciemności odparował cios jednym ruchem.

- Postaraj się – rzekł niezadowolony – Zrób…

- DOSY C! – rozległ się wrzask Liliany – Zabijesz go!

Król Ciemności powoli odwrócił się w jej kierunku i podszedł do niej szybkim krokiem. Liliana cofnęła się przestraszona.

- Chcesz go zastąpić? – zapytał cicho – Nic nie stoi na przeszkodzie.

Odwrócił się z powrotem do Terry’ego po czym zrobił szybki obrót i wbił ostrze swojego miecza w brzuch Liliany. Księżniczka z wyrazem osłupienia na twarzy osunęła się na kolana.

Król Ciemności stanął na środku kręgu, jaki utworzyła jego armia. Wiatr dął przeraźliwie. Z zachodu zleciały się czarne ptaki. Król Ciemności wycelował miecz w głowę walczącej o każdą minutę życia Liliany.

- Wystarczy – powiedział spokojnie Christhoper.

Król Ciemności zwrócił spojrzenie na niego.

- Christhoper Brander, zgadza się? – spytał równie spokojnie – Czułem twoje wahanie, gdy rozmawiałem z tobą telepatycznie. Brzydzisz się mrodów, zabijania. Tego jednak wymaga służba mi. Czy jesteś gotowy ją podjąć? Czy inni są gotowi?

- Oczywiście, panie – Morena upadła mu do stóp – Mistrzu, władco, panie, ty wiesz, że robiłam wszystko, żebyś powstał i opuścił swoje więzienie.

- Morena – rzekł Król Ciemności – Tak, muszę przyznać, że jesteś jedną z moich najwierniejszych sług. Znajdzie się dla ciebie miejsce w pobliżu mnie, kiedy obejmę władzę.

- Tak, panie – Morena pokłoniła mu się – Dziękuję.

- Wolderze – zagrzmiał Król Ciemności – Zabawnie było oglądać twoje poczyniania. Choć okazały się niezbyt skuteczne, to jednak ty to wszystko zapoczątkowałeś.

Goblin skłonił się nisko.

- Bądź mi wierny, a twoje błędy zostaną ci wybaczone. Lordzie Branderze, czy wciąż jesteś toczyć krwawe boje w moim imieniu?

- Tak, panie – Lord Brander wskazał na syna – Oboje jesteśmy.

- Dobrze – Król Ciemności był najwyraźniej zadowolony – Diano, nie chowaj się.

Terry, który wcześniej jej nie zauważył teraz ją dostrzegł. Czarodziejka stała ukryta za Wolderem. Wyszła na przód, gdy Król Ciemności wymienił jej imię.

- Ty i twoje nimfy jesteście cennymi sojuszniczkami. Mimo wszystko dałaś się pokonać zwykłym dzieciom, a w moim oddziale to niedopuszczalne. Znaj jednak moją łaskawość, wybaczę ci.

Nastąpiła chwila ciszy po czym Król Ciemności rzekł:

- Bracia i siostry! Czarownice i wiedźmy! Gobliny i trolle! Ludzie i nimfy! Dziś zaczynają się nowe, lepsze czasy dla Armeni! Nasze czasy! Będziemy rządzić naszą planetą. Nastaną nasze dni. Armenia…

Resztę jego słów zagłuszył wybuch. Wulkan Espera zaczął pękać i kruszyć się. Lawa, która wcześniej po nim płynęła też znikała. Espera wybuchnęła z ogromnym hukiem, a z wulkanu zaczęła wyłaniać się kobieta.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.