Wojownicy i Złote Wzgórze

Rozdział XX

„W Dolinie Mroku”

Odkąd Terry ruszył na wyprawę, wiele razy spotkał sługłusów Króla Ciemności, którzy młówili mu, że ich pan bardzo chce ich dopaść. Terry myślał, że chodzi o zemstę na wojownikach, za to co przed laty uczynił Marcus. Teraz jednak prowadzony przez Christhopera w zupełnie nieznanym mu kierunku zaczął podejrzewać, że chodzi o coś więcej. Czemu sługi Króla Ciemności zwykle chcieli go schwytać, a nie zabić? Próbował rozluźnić więzy na nogach i rękach, ale nie udało mu się to.

Gdy zeszli ze Złotego Wzgórza, Terry był już ledwo żywy. Bolały go plecy, nogi, był głodny i spragniony.

Christhoper rozpalił ognisko u podnóża góry i powiedział Morenie:

- Powiadom wiedźmy, gdzie jesteśmy. Wolałbym nie pokonywać całej drogi na nogach z trójką więźniów – spojrzał znaczącą na Terry’ego.

Morena kiwnęła głową.

- Rozumiem po co naszemu panu jest wojownik, ale pozostała dwójka… Nie prościej byłoby ich zabić na miejscu?

- Znasz rozkazy, Moreno – wtrącił Lord Brander, który dotąd milczał – Cała trójka ma dotrzeć żywa do Doliny Mroku. Myślę, że Król Ciemności szykuje dla nich coś szczególnego.

Kiedy między nimi trwała dyskusja, Liliana wskazała brodą miejsce, gdzie Christhoper zostawił ich broń. Gdyby tylko udało im się do niej dostać byliby wolni. Terry zaczął podczołgiwać się w jej kierunku. Tymczasem Liliana wymieniła porozumiewawcze spojrzenie z Richardem, a Terry już wiedział, że planują odwrócić uwagę ich wrogów. Od kiedy jedno spojrzenia wystarczyło, żeby cała trójka wiedziała co zrobić? Kiedy zaczęli rozumieć się bez słów? Richard przetoczył się na boku w kierunku przeciwnym do tego, w którym miał działać Terry.

Fioletowy Wojownik zaczął tarzać się po trawie i kaszleć. Jego ciało zaczęło drgać jak w konwulsjach. Liliana zaczęła krzyczeć i gdyby Terry nie wiedział, że tylko udają, to sam mógłby się nabrać.

- On jest ranny! – krzyknęła księżniczka, a Terry wyciągnął rękę po swój miecz.

Jego palce już zacieśniały się na rękojeści miecza, gdy Morena wydała z siebie wściekły wrzask.

Zauważyła, że Terry próbował dobrać się do broni. Podbiegła do Terry’ego i kopnęła go z całej siły w brzuch. Wojownikowi zabrakło oddechu. Przewrócił się do tyłu. Przywiązana do pobliskiego drzewa Huba zaczęła szczekać. Richard i Liliana zamarli w niemym przerażeniu, gdy z ust buchnęła mu krew. Wówczas Christhoper, Lord Brander i Morena zrozumieli, że trójka przyjaciół próbowała ich oszukać. Największy gniew wywołało to w Morenie. Zacisnęła pięść i uderzyła Terry’ego w bok głowy. Wojownik zgiął się z bólu. Przed oczami migotały mu plamki, w głowie coś łupało. Nie spojrzała na leżącego na ziemi zakrwawionego Terry’ego i wymierzyła mu jeszcze jednego kopniaka, tym razem w plecy.

- Za godzinę ruszamy – zarządziła, posyłając ostatnie triumfujące spojrzenie Terry’emu.

Terry położył się w tym samym miejscu, gdzie go zostawiła. Nie miał już siły walczyć. Jego wrogowie mieli wszystkie trzy talizmany, a on zginie z ręki Króla Ciemności w Dolinie Mroku. Przymknął oczy. Chciał zasnąć i nigdy się nie obudzić. Pogrążony w smutku i przytłoczony swoją klęską oraz porażką otworzył je dopiero, gdy poczuł czyjąś zimną dłoń na policzku. Liliana wycierała mu krew z czoła rękawem swojej koszulki.

Christhoper zaśmiał się szyderczo.

- Nie musiałaś tak skończyć, Liliano. Mogłaś przyłączyć się do nas i nie umierać w strasznych męczarniach, jakie zgotował wam Król Ciemności.

Liliana nic nie odpowiedziała, tylko wciąż ścierała zakrzepniętą krew z twarzy Terrry’ego.

- Król Ciemności jest więźniem wulkanu Espera – warknął Richard – Nie może zgotować nam męczarni.

Morena również warknęła i uniosła pięść, by go uciszyć. Christhoper jednak powstrzymał ją.

- Więc nie wiecie po co zamiast was zabić, pojmaliśmy was? – zdziwił się – A zwłaszcza jego? – wskazał na Terry’ego.

Nic nie odparli, więc Christhoper uznał, że jest to przecząca odpowiedź.

- W takim razie ja wam to wyjaśnię – na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech – Trzeba wiedzieć za co się umiera. Gdy pięćdziesiąt lat temu Marcus poświęcił się i uwięził Króla Ciemności w wulkanie, zrobił to ze swoją żoną Esperą, która podobno była czarodziejką. Wspólnie uwięzili Króla Ciemności w wulkanie, oboje przy tym ginąc. Mój pan nie może się z niego wydostać przez zaklęcie, które na niego nałożyli. Aby uwolnić się krew trzech pałacowych wojowników musi zrosić wulkan. Dwóch pozostałych wojowników już wyzionęło ducha, wcześniej oblewając wulkan swoją krwią. Teraz czas na ciebie, a Król Ciemności powstanie.

- Moja krew nie uwolni Króla Ciemości z Espery – wyharczał Terry, plując krwią – Wolę zginąć.

- I zginiesz na pewno – potwierdził spokojnie Lord Brander – A wraz z twoją śmiercią powstanie taka potęga jakiej Armenia jeszcze nie widziała.

Terry jęknął. Przymknął oczy. Po twarzy płynęły mu łzy mieszające się z potem i krwią. Czuł dłoń Liliany, trzymającej go za rękę. Duże oczy księżniczki były przekrwione i załzawione. Richard podczołgał się do nich.

- Tak mi przykro – powiedział cicho Terry do Richarda – Dopiero co zacząłeś chodzić ze Scarlett i odnalazłeś swoją siostrę, a już będziesz musiał…

Terry nie mógł wypowiedzieś słowa umierać. Jego czoło było gorące od palącej go gorączki, ciało obolałe. Richard uśmiechnął się do niego, ale nie tak jak zwykle. To było coś w rodzaju smutnego uśmiechu.

- Wyjdziemy z tego – pocieszył go przyjaciel – Znowu ktoś nas uratuje.

Terry nic nie odpowiedział. Bał się, że tym razem nikt im nie pomoże. Zamknął oczy i odpłynął w sen. Koszmary nie opuściły go nawet w gorączce.

- Dobrze, że jesteście – rozległ się czyjś głos.

W ciemnym pomieszczeniu, przy stole siedziała czwórka osób. U szczytu stołu znajdował się Modest. Był jednak dużo młodszy. Mógł mieć dwadzieścia kilka lat. Nie miał brody, nie trawiła go choroba. W jego czarnych oczach błyszczała chęć życia.

Naprzeciw niego z nogami na stole siedział Johaness Burke. Miał krótko przystrzyżone włosy i był niewiele starszy od Terry’ego. Uśmiechał się i bawił mieczem wiszącym u pasa.

Obok niego siedział William Blythe. Ostrzył nóż, co chwilę zerkając na Johanessa i Modesta. Jego włosy były gęstsze. Był też odrobinę chudszy.

- Wiecie w jakim celu was tu wezwałem – rzekł Modest – Musimy złożyć Przysięgę Pięciorga. Diano?

Dopiero teraz Terry zauważył, że po prawej stronie Modesta siedzi Diana. Królowa była dużo młodsza i ładniejsza. Terry domyślił się, że na razie była po stronie Modesta i innych i dopiero szykowała się, by ich zdradzić. Czarne włosy upięła w kok. Miała na sobie seledynową sukienkę odsłaniającą ramiona. Była bardzo piękna i w niczym nie przypominała podupadłej nimfy, w którą miała się przemienić za kilka lat.

- Obiecamy chronić Marcusa – powiedziała, lekko się rumieniąc – Podpiszcie się pod poniższym dokumentem. Jest on magiczny. Potem…

Urwała, bo drzwi otworzyły się z hukiem. Do środka weszła ta sama kobieta, którą Terry ujrzał w wizji po postrzale przez Morenę. Teraz miała rozpuszczone, białe włosy i nie wyglądała inaczej niż w wizji. Emanowała z niej moc i jasność.

- Gdzie byłaś, Espero? – spytała ją Diana – Zebranie zaczęło się dziesięć minut temu.

- Przepraszam – powiedziała Espera – Marcus chciał, żebym pokazała mu jak celnie rzucać nożem.

Diana oblała się rumieńcem. W jej oczach pojawił się gniew.

- Marcus dobrze wie jak rzucać nożem – mruknął Modest i wymienił porozumiewawcze spojrzenie z Johanessem.

 - Całowaliście już? – zapytał ten.

Teraz Espera zaczerwieniła się ale przy jej łagodnym wyrazie twarzy niezbyt jej to wyszło.

- Do rzeczy – ponaglił William – Podpisy.

Cała piątka złożyła podpisy na pergaminie. Espera wyciągnęła dłoń i wymamrotała pod nosem jakieś zaklęcie. Pergamin pojaśniał blaskiem, a twarze przebywających w pomieszczeniu pokraśniały i zaczęły wypowiadać chórem jedno słowo:

- Przysięgamy!

Terry obudził się pod wpływem kopniaka, który zadał mu Christhoper. Nad nim unosiły się wiedźmy na miotłach.

- Jest nasz środek transportu – ucieszyła się Morena.

Wciągnęli więźniów na miotły i sami też się na nich usadowili. Hubę też wzięli ze sobą. Wiedźma, z którą Terry dzielił miotłę musiała go podtrzymywać, by nie spadł.

- Zawsze możesz skoczyć – rechotała.

Po chwili dotarli do ciemnego, ponurego, obskurnego miejsca. Ciemność zawładnęła umysłem Terry’ego. Przybył do miejsca ze swoich koszmarów, do Doliny Mroku.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.