Wojownicy i Złote Wzgórze

Rozdział XVII

„Wrogowie”

Terry zdumiony patrzył jak Dalton i jego towarzysze wydali z siebie krzyki i ruszyli w kierunku dziewczyn. One odpowiedziały im ostrzałem. Wojownik przypatrywał się ścierającym ze sobą dwóm grupom. Nie wiedział o co chodzi, a walka trwała w najlepsze. Kilku walczących padło. Terry przyciągnął do siebie Lilianę i przywołał Richarda.

- Zmykajmy stąd – powiedział cicho.

Zaczęli się powoli cofać w kierunku wyjścia z zamku. Byli już bardzo blisko drzwi, gdy zagrodziła im je wysoka kobieta o długich, brązowych włosach.

- A dokąd to się wybieracie? – spytała, bawiąc się sztyletem u pasa.

- Jedna dziewczyna i dwóch chłopaków – ciągnęła, wymawiając ostatnie słowa z pogardą – Czyżby przyjaciele Daltona? – zapytała i nie czekając na ich odpowiedź dodała – Kruki, na dziś wystarczy! Wrócimy jutro. Weźcie dziewczynę – wskazała na Lilianę.

Do Terry’ego dopiero po chwili dotarło co kobieta powiedziała. Niestety było już za późno. Narzuciła ona worek na głowę Liliany. Księżniczka szarpała się i wiła, ale jej starania nie przyniosły żadnego efektu. Terry ruszył jej na pomoc, ale kobiety powstrzymały go, podcinając mu nogi. Tymczasem kobieta i jej towarzyszki wycofały się z pola bitwy, zostawiając za sobą ciała poległych, Daltona, jego grupę, Terry’ego i Richarda, a zabierając Lilianę. Oczy Terry’ego zaszły łzami. Dlaczego zabrały Lilianę? Przecież księżniczka nie była ich wrogiem, ba, nawet nigdy się nie widziały.

Czuł na ramieniu dłoń Richarda, gdy wojsko Daltona skuło ich w kajdany i sprowadziło do celi w ruinach zamku. Oboje siedzieli w celi, a niewyjaśnione sprawy i niezadane pytania nie dawały im spokoju. Po chwili do ich celi przyszedł Dalton. Wprowadził do niej Hubę, która na ich widok zamerdała ogonem.

- Za co nas tu zamknąłeś ?! – ryknął Richard.

- Za bezpodstawne zniszczenie naszych najświętszych obrządków – wykrzyknął Dalton – Wasza egzekucja odbędzie się jutro o poranku. Czujcie się zaszczyceni. Będziecie ofiarą dla naszych bogów.

- Przecież to nie my zniszczyliśmy uroczystość, tylko Huba – jęknął Fioletowy Wojownik.

- Tak – przytaknął Dalton – Ale nasze prawo wyraźnie mówi, że zwierzęta to istoty bez rozumu, a odpowiedzialność za nie ponoszą właściciele.

- A jeśli to nie nasz pies? – spróbował Richard.

- Jakoś nie sądzę – zauważył Dalton – Cóż, gdyby była z wami księżniczka to może przez wgląd na znajomość z jej ojcem bym coś wymyślił… No, ale najwyraźniej wolała przyłączyć się do kruków. Zdrajczyni… – zasyczał starzec – Przygotujcie głowy na jutro – zarechotał, najwyraźniej ubawiony swoim żartem.

. . .

Liliana ocknęła się nerwowo. Ktoś ściągnął jej z głowy worek. Przed sobą ujrzała tą samą kobietę, która pojmała ją, a wcześniej rozmawiała z nimi przed drzwiami ruin zamku.

- Gdzie jestem? – spytała opryskliwie kobiety.

Nie widziała celu, w którym została porwana i oddzielona od przyjaciół.

- W głównej siedzibie plemiona kruków – wyjaśniła jej kobieta – Jestem Angelina Jones, przywódczyni kruków. Miło mi cię poznać.

Podała jej rękę, a Liliana niechętnie ją uściskała.

- Czemu mnie porwałyście? – spytała.

- Dla twojego bezpieczeństwa, oczywiście – wyjaśniła jej Angelina – Z tymi mężczyznami nie jesteś bezpieczna. Plemię Diablów to hultaje i chuliganie.

- Być może, ale tam byli moi przyjaciele – powiedziała ze złością Liliana – Chcę do nich wrócić!

- To narazie niemożliwe – Angelina poprawiła włosy i zacisnęła usta w wąską linię – Granicę między naszym plemieniem, a Diablami strzegą ich patrole. Zabiją każdego, kto się do nich zbliży. Natomiast jeśli jutro będziesz chciała do nas dołączyć to razem ruszymy na Diablów, a ty będziesz mogla odnaleźć swoich przyjaciół.

- W takim razie nie pojmuję, czemu mnie pojmałyście, a teraz tak po prostu pozwalacie odejść.

- Pojmałyśmy cię z kilku powodów – Angelina bawiła się sztyletem u pasa – Po pierwsze jesteś naszym jeńcem do jutra. Musimy zregenerować siły i uzupełnić broń, a jeśli Dalton spróbuje zaatakować nas wcześniej niż jutro zagrozimy, że cię zabijemy. Po drugie myślałam, że Dalton i jego sfora nie traktuje cię dobrze. Nie szanują oni kobiet. Snułam podejrzenia, że być może cię porwał. A każde działania przeciwko Daltonowi są dla mnie radością.

Liliana wpatrywała się w kobietę. Mądre brązowe oczy przymrużyła ona w zamyśleniu.

- Więc będę mogła wrócić jutro do przyjaciół? – upewniła się Liliana.

Angelina kiwnęła głową, a księżniczce spadł kamień z serca. Uspokojona zapytała:

- O co właściwie walczycie ty i Dalton?

- W zasadzie nie mamy jakiegoś konkretnego powodu do walki. Odkąd zaczął rabować nasze terytoria i obrażać moje towarzyszki regularnie toczymy ze sobą boje. A teraz, moja droga… – Angelina zaklaskała w dłonie i do pomieszczenia wpadły trzy z jej towarzyszek.

- A teraz wtrącisz mnie do więzienia? – zapytała ponuro Liliana.

- Nie – odparła zaskoczona Angelina – Teraz masz czas dla siebie. Moje towarzyszki pokażą ci garderobę. Możesz się ubrać i umyć.

Nastała chwila milczenia, a gdy Liliana i towarzyszki Jones były już przy drzwiach, kobieta dodała:

- A jutro o samym poranku wyruszymy na Daltona.

. . .

Terry obudził się, lizany przez Hubę po twarzy. Siedział oparty o ścianę celi więziennej, a gdy wstał wszystko, a w szczególności plecy koszmarnie go bolało. Richard siedział na drugim końcu celi. Obok niego leżał plecak z talizmanami. Fioletowy Wojownik zagwizdał cicho i Huba podleciała do niego. Polizała go po wierzchu dłoni. Do lochów zszedł Dalton i kilku jego towarzyszy.

- Oddajcie broń! – zaskrzeczał jeden z nich.

Terry i Richard poddali się bez oporu. Żołnierze Daltona pochwycili w dłoń ich miecze, a jeden z nich nałożył Hubie czarną, skórzaną obrożę i zaciągnął ją za chłopcami na dziedziniec przed ruinami pałacu. Terry zauważył, że była tam cała grupa Daltona. I wtedy uświadomił sobie na co oni czekają, na ich śmierć. Na twarzy Daltona pojawił się uśmiech triumfu. Uniósł miecz i skierował go w stronę Terry’ego, odmówiwszy wcześniej jakieś dziękczynne modlitwy. I wtedy od strony Huby dobiegło warczenie. Psina ugryzła trzymającego ją żołnierza i ruszyła na ratunek Terry’emu. Zatrzymała się tuż przed wojownikiem i zawarczała ostrzegawczo na mężczyznę. Dalton cofnął się odrobinę. Na jego twarz wdarł się grymas złości. Uniósł dłoń i zrobił krok w kierunku psa. Nagle na dziedziniec opadł grad strzał wysłanych przez kruki stojące po drugiej stronie polany.

Terry’emu wydawało się, że widzi wśród nich Lilianę, bo jedna z dziewczyn nie strzelała, ale nim zdążył się lepiej przyjrzeć Dalton i jego towarzysze dobyli mieczy. Terry rozejrzał się dookoła. Kruki otoczyły grupę Daltona. Do Terry’ego dotarło, że wystrzelają Diablów jeden po drugim. Zajęły lepszą pozycję i obrały lepszą taktykę. Po chwili strzały i miecze starły się ze sobą. Ktoś dotknął ramienia Terry’ego. Wojownik krzyknął. Była to Liliana. Ona i Richard przywołali Hubę i razem z nim rozbroili stojącego najbliżej mężczyznę, który trzymał ich miecze. Biegiem, zostawiając za sobą pole bitwy pognali w kierunku pasących się spokojnie koni. Już mieli ruszać, gdy Liliana zeskoczyła ze swojego wierzchowca.

- Co robisz? – zapytał Richard.

Księżniczka podbiegła do resztek jednej z wieży i wyjęła stojącą na niej białą flagę. Wzięła ją do rąk i zrzuciła z wiatrem na pole bitwy.

- Niech wiedzą, że bezsensowne przelewanie bitwy nic nie da – wyjaśniła.

Do Terry’ego dopiero po chwili dotarło o co jej chodziło. Biała flaga. Symbol pokoju. Poddanie.

Ruszyli galopem przed siebie. Terry czuł wiatr we włosach. Huba biegła zaś obok niego. Złote Wzgórze było coraz bliżej.

 

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.